Źródło (bez)nadziei

15/12/2014, Izabela Karwan

„Jestem na urlopie..”- niepewnym głosem wyznał mój znajomy, gdy piliśmy kawę w jednej z naszych kawiarenek.
„O.. fajnie. To trochę w końcu odpoczniesz”- dodałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
„Złożyłem wypowiedzenie z pracy”- przerwał na chwilę i popatrzył mi w oczy, jakby oczekując mojego zrozumienia.

Popatrzyłam na niego i tylko zamruczałam pod nosem- „Aha”. Nic więcej nie mówiłam. Pomyślałam, że jak będzie gotowy, to sam powie. Nie chciałam „ciągnąć go za język.”
„Byłem zmęczony tym, że mój szef przez kilka miesięcy nie wypłacał mi pensji, a gdy już to robił, to tylko jakąś część.. a jak były jakieś niedociągnięcia naszych kontrahentów to winą obarczał tylko mnie.. Wiem, że to nierozsądne zwalniać się z pracy w moim wieku.. [Krzysiek jest po 50tce] Ale strasznie mnie to męczyło…”
***
Kilka dni temu odwiedzili nas nasi znajomi, młode małżeństwo. Dominika wyciągnęła malutkie zdjęcie USG z którego wynikało, że jest w ciąży. Przytuliłam ją do siebie i pogratulowałam. Sama niedawno zostałam mamą i wiem, że to cudowne błogosławieństwo.
„Cieszycie się?”- z uśmiechem zapytałam.
„Taaaak..”- niezdecydowania dodała Dominika. „Co prawda miałam zapisać się na kurs prawa jazdy.. No może to jeszcze zrobię..”
„A w pracy już wiedzą”- dopytywałam.
„Wiesz, gdy się zatrudniałam to mój szef, chociaż wiem, że nie ma prawa tego robić, zapytał mnie czy chcę mieć dzieci? Powiedziałam mu, że jak będą to będą… Boję się, że po powrocie do pracy będzie chciał mnie zwolnić…”
***

Gdy teraz na chłodno rozważam te dwie sytuacje, to gdzieś w myślach pojawia się pytanie: co jest źródłem pocieszenia dla tych, których życie „kręci się” wokół przyziemnych spraw? Otaczający świat pędzi nieubłaganie do przodu i nie ma czasu na to by móc zwolnić całą tą rozpędzoną machinę. Konsumpcjonizm dominuje w każdej dziedzinie. W relacjach ludzkich chcemy dostawać coraz więcej, dając „z siebie” coraz mniej. W życiu zawodowym z kolei, każdy pracownik traktowany jest jak maleńki trybik, który jeśli nie chce się „dopasować” staje się bezużyteczny. Krzysiek ma pragnienie, aby jego miejsce pracy było mu przyjazne, a sama praca przynosiła satysfakcję. Dominika wie, że niebawem będzie musiała iść na zwolnienie, ale czy będzie miała pracę gdy wróci? I wciąż pojawia się pytanie: co jest źródłem pocieszenia dla tych, których życie toczy się zgodnie z filozofią „tu i teraz”? Co może być moją ostoją, gdy grunt usuwa się gdzieś pod nogami?

Jeśli masz w miarę dobrze poukładane relacje rodzinne, to zawsze możesz liczyć na najbliższych. Ilu z nas ma jednak ten przywilej? Statystyka jest przerażająca: w 2012r. 31,6% rozwodów w stosunku do zawieranych małżeństw, a w 2013r. już 36,4%. Zatem w minionym roku co trzecie małżeństwo kończyło się rozwodem!! 54000 dzieci wychowywało się wśród rozwiedzionych małżeństw. Dane potwierdzają, że nawet nasze relacje nie są na tyle stabilne i stałe, byśmy mogli traktować je jak antidotum na codzienne zmagania.

A może przyjaciele? I tu również nie jest lepiej. Ostatnio przeczytałam, że co czwarty Polak wyznaje, że nie potrafi podać imienia chociaż jednej osoby, którą mógłby nazwać prawdziwym przyjacielem, a jedynie dobrym znajomym. Wielu z nas deklaruje, że ma ponad 300 znajomych na Facebook’u, ale i tak czują się samotni. Zresztą czy ktoś chwaliłby się swoimi życiowymi porażkami i upadkami? Czytelników portali społecznościowych nie obchodzi Twoje prawdziwe życie, tylko „newsy.” Owszem czasem źródłem pocieszenia będą drobne przyjemności, hobby, a może nawet nałogi. Czy pomogą one jednak, gdy na koncie kończą się pieniądze, relacje w rodzinie sypią niczym domek z kart, a znajomi odwracają jak tylko dostrzegą, że potrzebujesz ich pomocy?

Kilka lat temu podjęłam decyzję, by powierzyć wszystkie sprawy Jezusowi Chrystusowi. On stał się fundamentem na którym buduję codzienność. On jest źródłem mojego pocieszenia i ostoją, gdy świat „wali mi się na głowę.” Nie wiem kto dla Ciebie jest źródłem radości, pocieszenia i wsparcia, gdy życie „daje ci w kość”… Ale chcę Ci dzisiaj przekazać niesamowite słowa Jezusa: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Ew. Mateusza 11.28). Dla mnie te słowa są wspaniałą zachęta, by powierzać mu wszelkie sprawy, zarówno troski jak i radości. W Piśmie Świętym znajduję słowa otuchy dla tych, którzy się martwią.. pracą czy przyszłością w ogóle. Przede wszystkim mówi nam, że jego pragnieniem jest to, abyśmy żyli w pokoju, a nie w smutku; abyśmy nie martwili się przyszłością, bo on chce obdarzyć nas nadzieją (Ks. Jeremiasza 29.11). Zachęca, abyśmy przekazali mu w modlitwie wszelkie sprawy, którymi czujemy się obciążeni, by żadna rzecz nie była powodem naszej obawy o przyszłość. Dodaje, że jeśli będziemy prosić go o pomoc, to On sprawi, że doświadczymy pokoju serca, Bożego pokoju, którego nikt nie jest w stanie zakłócić, a który będzie chronił nasze serca i myśli (Filipian 4.4-7).

A może właśnie teraz warto się zastanowić nad tym, co jest źródłem mojego pocieszenia? Czy moje źródło jest niezmienne i pełne nadziei na przyszłość?

Izabela Karwan

Komentuj na facebooku

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!