Wspólne dziecko

03/02/2016, Lucyna Bujok

Pojawienie się dziecka diametralnie i na zawsze zmienia dotychczasowy świat małżonków. Jest to niekończąca się przygoda pełna zwrotów akcji, punktów kulminacyjnych, wypełniona po brzegi całym spektrum emocji, wpływająca na wszystkie myśli, decyzje, determinująca każdy dzień. A co kiedy w domu pojawia się Drugie Dziecko? Z Bożą pomocą już całkiem niedługo dane nam będzie się o tym przekonać na własnej skórze. W oczekiwaniu na nieznane cieszę się ze zgromadzonych już ubranek i zabawek po Pierwszej, z doświadczenia w pielęgnacji malucha (choć wiem, że każde dziecko jest inne, tak samo jak każda ciąża – to już też wiem na pewno!), czuję, delikatnie mówiąc, dyskomfort wspominając bóle porodowe, odkrywam, jak inaczej tworzy się więź z Drugim, kiedy obok jest już Pierwsza i podsumowuję to, czego nauczyło mnie dwuipółletnie bycie Mamą Pierwszej.

Oto wybrana garść moich subiektywnych przemyśleń:

  1. Dziecko jest wspólne.
    Jest w takim samym stopniu mamy i taty. To naturalne i oczywiste. Oczywiste jest również to, że rodzice mogą poświęcić dziecku różną ilość czasu, choćby ze względu na pracę zawodową, jednak jakość tego czasu jest TAK SAMO ważna, potrzebna, niezbędna w rozwoju malucha. Zamiast przerzucać się nawzajem obowiązkami i oczekiwaniami (choć ustalenie obu jest bardzo ważne, tak samo jak ustalenie spójnych granic – np. pozwalamy dziecku oglądać bajkę przez 20 minut, przed każdym posiłkiem pilnujemy, żeby umyło rączki – robimy tak oboje!), można na to spojrzeć z innej perspektywy – możemy dziecku zaoferować niezwykłą różnorodność! Każde z nas jest inne i to przekłada się na relację z dzieckiem, które wciąż na nas patrzy, uczy się od nas cały czas. Nauczymy więc je tego, że rodzice mogą się fajnie nawzajem uzupełniać, a z osobna zaproponować mu coś innego, świeżego, maminego i tatowego :)Każde z nas ma swoją działkę – tata jest specem od spraw technicznych, wybierze najlepszy fotelik do auta (choć to mama wybierze jego kolor :)), zbuduje fajniejszy statek kosmiczny z klocków Lego i szybciej zainteresuje dziecko opowiadaniem wspomnień ze swojego dzieciństwa.  Za to mama lepiej zna upodobania smakowe malucha (choć to tata bardzo wcześnie poda mu chrzan do spróbowania, a potem będzie ocierać jego łzy :)), szybciej wie, kiedy trzeba już umyć włoski i dobierze odpowiedniejszy ubiór na co dzień i święto. Nie chodzi tu o stereotypowe podejście do roli kobiecej i męskiej, tylko o to, żeby każde z rodziców dawało z siebie to, co ma najlepszego, w czym czuje się najlepiej. Jeśli to mama jest rodzinnym mechanikiem, a tata kucharzem – tym ciekawiej dla dziecka! Jednak czasem to wszystko nie jest łatwe – myślimy, że to „ja” lepiej wiem, co teraz należałoby zrobić, jak zareagować itp. Jeśli jednak chcemy wspólnej opieki nad dzieckiem, musimy dać drugiej stronie wolną rękę. Możemy mieć różne sposoby na usypianie, kąpanie i zaganianie do sprzątania i to jest w porządku (oczywiście w ramach wspólnie ustalonych granic, bo poczucie bezpieczeństwa i stałości u małego dziecka są fundamentalne)! Tak jak we wszystkich dziedzinach życia, tak i tutaj często potrzeba nam zrezygnować z samego siebie, ze swojej „racji”, przeświadczenia, że wie się lepiej. Wtedy robimy miejsce na powstanie czegoś nowego, często lepszego.
  2. Zaplecze rodzinne to wspaniała sprawa!
    Dziadkowie, wszelkie ciocie i wujkowie, najbliżsi przyjaciele tworzą niepowtarzalną przestrzeń do nauki różnych zachowań społecznych, kontynuują przekaz pokoleniowy i budują tożsamość dziecka, przekazują swoje spojrzenie na świat, służą pomocą w niezliczonych obszarach życia codziennego. Dosłownie każdy wnosi coś innego do życia malucha i to bogactwo będzie procentować. To wszystko jest nieocenione, a jednak nie zawsze umiemy mądrze korzystać z tego rodzinnego dobrodziejstwa. Jako młoda mama byłam zdeterminowana, żeby wiele rzeczy robić po swojemu, szczególnie, że już w ciąży słyszałam, kto i w jaki sposób chce mi pomagać. Jestem kolejnym pokoleniem, mam dostęp do innej wiedzy, poza tym to „moje” dziecko. Dumne to myślenie i daleko z nim nie zaszłam. Metodą prób i błędów wciąż uczę się zaufania własnej intuicji i konsekwencji w działaniu, ale też proszenia o pomoc bardziej doświadczonych bliskich i uczenia się od nich w pokorze i z szacunkiem – zarówno na podstawie ich sukcesów, jak i porażek.Okazuje się, że w wychowaniu dziecka jest miejsce na to wszystko. „Moje” rodzicielstwo bliskości, BLW (metoda wprowadzania pokarmów stałych do diety dziecka), skrupulatna kontrola składu produktów spożywczych może współgrać z wiedzą i doświadczeniem moich bliskich, a nieraz świetnie się uzupełniać. Wiele rzeczy po prostu inaczej nazywany, do wielu musimy się nawzajem przekonać (choć moja babcia wciąż się dziwi, że „ona pije tylko wodę!”), wiele możemy z szacunkiem odrzucić, a wielu z wdzięcznością nauczyć! Dialog, rozmowa naprawdę działają tutaj cuda.
  3. Dziecko potrzebuje ludzi wokół do zdrowego rozwoju.
    To jasne. Potrzebuje wspólnej zabawy, czytania książek, posiedzenia razem na dywanie, tego, żeby ktoś przykucnął, rozmawiając z nim, robienia czegoś razem. Tego nie załatwi żaden prezent rzeczowy. Malutkie dzieci nie będą pamiętać, że kocyk mają od jednej cioci, a puzzle od wujka, chyba, że będziemy im to stale przypominać. Nie zapamiętają jednak momentu wręczania prezentu, niewiele może to dla nich znaczyć. Za to zbudują więź poprzez wspólnie spędzany czas. Najlepszy pomysł na przyjęcie urodzinowe 3, 4 czy 5latka? Goście nie znoszą kolejnych prezentów, tylko wszyscy razem bawią się tym, co dzieciak już posiada. Bawią się jak dzieci! Pomaganie babci w gotowaniu, a dziadkowi w grabieniu liści zastąpi wszystkie kupione sukienki i kredki.Rzeczowa pomoc bliskich jest bezcenna – jestem tego w pełni świadoma, szczególnie patrząc na to z perspektywy rodzica. Dla dziecka jednak najważniejsze jest bycie z kimś, skupienie czyjejś uwagi na wyłączność. Kochamy fajne książki, jednak w razie czego są biblioteki, pluszaki są super, ale im więcej ich mamy, tym większe prawdopodobieństwo, że żadna z nich nie zostanie „tym jedynym przyjacielem z dzieciństwa”. Zatem jak wpadasz do nas w odwiedziny – nie musisz przynosić żadnego prezentu, za to włóż wygodne gacie i przygotuj się na wspólną zabawę! Budujmy więź przede wszystkim poprzez bycie ze sobą.
  4. I co najważniejsze:
    Dzieci są nam dane. Nam – liczba mnoga. Każdy/a jest czyimś synem/córką, wnukiem, kuzynem, ciocią, przyjaciółką, sąsiadem itp. itd., funkcjonuje w pewnej sieci społecznej. Dzieci są nam dane od Boga (Psalm 127:3), Bóg zaś zawsze daje nam potrzebne zaopatrzenie (1 Mojżeszowa 22:14), tak jak kiedyś Izraelitom mannę na pustyni, teraz zaś wszystko, czego nam potrzeba mamy w Jezusie. Świadomość tego jest tak uwalniająca! Niezależnie od naszych niepowodzeń, ograniczeń, wad, grzechów, porażek wychowawczych, złych dni, pomysłów i rozwiązań – to Bóg daje nam dzieci i to tylko On może je prowadzić prostą drogą. Naszym najważniejszym zadaniem jest otaczanie zarówno ich, jak i swojego rodzicielstwa modlitwą. Zawsze i wszędzie. Szczególnie, kiedy niedługo tych dzieci będzie już dwoje 🙂

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Niespokojnie kontemplująca życie żona i mama dwójki, z wykształcenia psycholog, z Bożej łaski - Jego dziecko.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!