W poszukiwaniu zaginionej wolności

18/04/2016, Dorota Blumczyńska

Dotychczas rzadko wypowiadałam się na tematy ważne i kontrowersyjne. Zazwyczaj wolę się trzymać tego, na czym się dobrze znam i małe jest prawdopodobieństwo, że nie poradzę sobie potem w dyskusji. Dzisiaj łamię tę zasadę, pisząc na temat, w którym nie czuję się ekspertem – aborcji. Na początek muszę jednak zaznaczyć, że z całym szacunkiem i współczuciem do wszystkich osób skrzywdzonych, chorych i dzieci, pomijam dzisiaj te problemy i piszę tylko i wyłącznie o kobietach, które zaszły w ciążę, ponieważ uprawiały seks świadomie i z własnego wyboru.

To, co się dzieje w tej chwili na portalach informacyjnych i społecznościowych , dawno przestało być jakąkolwiek dyskusją, a stało jakąś dziwną wojną – bronią są w niej epitety i absurdalne argumenty. Kiedy jedna strona krzyczy o wolności własnych macic, a druga upiera się, iż jedenastoletniemu dziecku w ciąży powinno się kazać urodzić, bo a nóż dorosło do bycia matką, ja myślę o czymś zupełnie innym…

Wybór

Mam wrażenie, że współcześnie odrobinę pomieszały nam się pojęcia. Z jednej strony wolność i prawo do wyboru, które staje się nadrzędną wartością. Z drugiej strony brak świadomości tego, że wybór wiąże się z konsekwencjami, na ogół zarówno dobrymi jak i złymi. Logicznie na to patrząc, gdyby wszystkie możliwe konsekwencje były jednoznacznie dobre albo złe, to nie musielibyśmy podejmować wyboru (albo przynajmniej byłoby on dużo łatwiejszy).

Czasem wydaje nam się, że robienie tego, na co w danej chwili mamy ochotę jest właśnie wyborem. Ale realnie  wybieramy dopiero wtedy, kiedy zdajemy sobie sprawę z czym nasza decyzja się wiąże, co za sobą niesie. Jeśli nie mamy tej świadomości, nie jesteśmy też w stanie nieść odpowiedzialności za swoje decyzje i traktujemy ich niekorzystne konsekwencje jako losowe nieszczęścia, które po prostu nam się “przydarzyły”, czasami tupiąc przy tym ze złości nóżką.

Ucieczka od konsekwencji

Może jest tak, że żyjemy w świecie, który nauczył już nas, że wiele rzeczy może nie mieć skutków. Możemy kogoś obrażać i wyśmiewać, ale bez konieczności konfrontowania się z nim – bo robimy to wirtualnie, a nawet anonimowo. Mamy olbrzymie zasoby środków farmaceutycznych, które pomagają nam usunąć objawy dolegliwości, których nabawiliśmy się z powodu własnej głupoty i braku samokontroli. Możemy skorzystać z kosmetyków i całego arsenału innych środków ukrywających ślady braku snu, niezdrowego odżywiania czy stosowanych używek. Nauczyliśmy się, że możemy wymykać się konsekwencjom. Co gorsza, chcielibyśmy, żeby mogło tak być zawsze i w każdym obszarze życia – wypić butelkę wódki i nie mieć kaca, być egoistami ale nie tracić relacji, pracować na pół gwizdka ale jednak dostać podwyżkę.

Świadomość i odpowiedzialność

Dlatego może zamiast dyskusji o tym, do czego powinniśmy mieć prawo, a do czego nie, lepiej byłoby porozmawiać o umiejętności dokonywania wyborów i odpowiedzialności. Znacie może taki dowcip o dwóch blondynkach, które jechały pociągiem? Jedna zapytała konduktora: “Przepraszam, czy dojadę tym pociągiem do Warszawy?”. Konduktor odpowiada: “Ależ nie, on jedzie do Poznania!” A druga blondynka na to: “A ja?”

Może czas dzisiaj uczyć się tego, że jeśli wsiadam do pociągu jadącego do Poznania, to nie dojadę nim do Warszawy, że jeśli skręcam w lewo, to nie dojdę w prawo. Jeśli nie śpię całą noc, to nie – nie będę nie wyspana! A jeśli idę do łóżka z mężczyzną, z którym nie chcę mieć dziecka, to może się okazać, że wyląduję w bardzo niewesołej sytuacji, w miejscu w którym wcale nie chcę być.

Chcę przez to powiedzieć tylko tyle, że kiedy pół Polski krzyczy dziś o możliwość wyboru, to de facto zapomina o tym, że tak naprawdę ten wybór powinien dokonać się wcześniej i wiązać się z odpowiedzialnością. Jakkolwiek nie zostanie to rozwiązane prawnie, kobiety będą musiały ponosić konsekwencje niechcianych ciąż. Bo ani aborcja, ani nawet tabletka “72h po” nie jest czymś, co nie zostawia zupełnie śladów po sobie. To już nie alka seltzer na kaca ani krem na podkrążone oczy.

Zaklinanie deszczu

W cyklu “Ziemiomorze” Ursula Le Guin stworzyła świat, w którym magowie mogli, do pewnego stopnia, kontrolować rzeczywistość. Zaklinali pogodę chroniąc ludzi przed szuszami i powodziami albo leczyli choroby. Z czasem jednak, gdy magów przybyło, zaczęli korzystać ze swoich możliwości bezmyślnie. Bywało na wyspach Ziemiomorza, że małe deszczowe chmurki błąkały się po niebie tam i z powrotem. Dlaczego? Bo każdy bogacz chciał mieć piękną pogodę w świąteczny dzień. W końcu zaczęło to przynosić więcej nieszczęść niż pożytku, za mocno wpływało na naturalną równowagę świata. Najmądrzejsi i najstarsi magowie wiedzieli jednak, że to nie sama magia była przyczyną zła, ale jej niewłaściwe używanie – należało sięgać po moc tylko w razie najwyższej konieczności i przede wszystkim robić to odpowiedzialnie. Myślę, że może tak powinniśmy podejść do tematu aborcji – ze świadomością, że zawsze jest pewnym zachwianiem równowagi, że nie można z niej korzystać bez wystarczającego powodu. Po prostu – odpowiedzialnie.

Na koniec

Nie chcę się wypowiadać kategorycznie o tym, kiedy, co i jak. Bo nie czuję się kompetentna, żeby określać czy płód jest człowiekiem od samego początku, czy też staje się nim dopiero w pewnym momencie, jakie środki powinny być dozwolone, kiedy, dla kogo…

Jednak jestem pewna, że musi istnieć jakaś przestrzeń pomiędzy grzmieniem z ambony o niepodważalnej świętości jeszcze niezagnieżdżonej komórki, a wymachiwaniem wieszakami i wulgarnymi transparentami. I choć szanse na to są nikłe, mam nadzieję, że może udałoby się odejść od sztywnych dogmatów, polityki i cynicznie stosowanych socjotechnik, rozpoczynając owocną dyskusję. Taką, w której naczelnym celem byłoby dobro ludzi, przypominanie im o tym, czym naprawdę jest wolność i że zawsze musi ona iść w parze z odpowiedzialnością. Za wszystkich.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!