W drodze na szczyt

13/09/2016, Dorota Blumczyńska

Byłam niedawno na spotkaniu “dziesięć lat po maturze”, podczas którego wszyscy opowiadali, co u nich. Nasza wychowawczyni chcąc przyspieszyć wymianę informacji zadawała krótkie pytania – studia? praca? mąż? dzieci? Oczywiście nie wszyscy w swoim życiu podążyli tym utartym schematem i miałam wrażenie, że stawiało to ich w delikatnie kłopotliwej sytuacji. Ten wieczór uwypuklił pewne zjawisko, które na mniejszą skalę, napotykamy każdego dnia – porównania społeczne.

Porównania “w górę” i “w dół”

Psychologia, dążąc do opisania wszystkich społecznych zachowań człowieka, nie pominęła też problemu porównań. Założono, że istnieją dwa typy porównań – porównania “w górę”, czyli do osób pod jakimś względem lepszych od nas, oraz porównania “w dół” – do osób gorszych od nas. Znaczenie, jakie się im przypisuje jest dość oczywiste.

“W dół” porównujemy się szczególnie wtedy, kiedy czujemy się źle lub niepewnie, na przykład po poniesieniu porażki. Dlaczego? Jest to najzwyklejszy na świecie sposób ratowania swojego poczucia wartości. Nawet jeśli nie jesteśmy do końca zadowoleni z siebie, możemy błyskawicznie poczuć się lepiej, jeśli tylko znajdziemy kogoś, kto jest zwyczajnie “gorszy” od nas.

Porównania “w górę” służą natomiast do tego, żeby się motywować. Patrzymy na ludzi lepszych od siebie, na ich sukcesy, sposoby w jakie je osiągnęli, a następnie staramy się im dorównać, częstokroć kopiując ich zachowania. Bywa jednak też tak, że porównując się z osobami lepszymi od siebie czujemy negatywne emocje, takie jak zazdrość czy frustracja, ponieważ są oni w lepszej sytuacji (na przykład materialnej), która nam wydaje się niedostępna. Czasem więc używamy tych porównań do samousprawiedliwiania się (“gdybym ja miał takie warunki, jak X, z pewnością radziłbym sobie jeszcze lepiej”) i dorzucamy, jakieś porównanie “w dół” związane z tą osobą (“no ale wolę już mniej zarabiać, niż być taka gruba/głupia/pusta”).

Teoretycznie, żeby system porównań dobrze działał, musimy łączyć w codziennym życiu jedne i drugie. Tak żeby z jednej strony motywować się, patrząc na lepszych od nas, a równocześnie, porównywać się z tymi, którzy są w jakimś aspekcie słabsi od nas, aby podtrzymywać swoją samoocenę. Dla mnie jednak, jest to bardzo dziurawy i niebezpieczny sposób funkcjonowania.

Człowiek w drodze

W książce “Królewna i Curdie” George MacDonald posługuje się bardzo dosadną alegorią, przywołując obraz dwóch ludzi spotykających się na drodze na szczyt góry:

“Curdie, musisz być ostrożny, kiedy mówisz o tym czy innym człowieku, że zmienia się w zwierzę. Mniej osób niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać idzie tą drogą. Kiedy dziś wieczór spotkałeś ojca na zboczu góry, zatrzymaliście w tym samym miejscu, a chociaż jeden z was szedł pod górę, a drugi w dół, z daleka nikt nie mógłby zgadnąć, który z was kieruję się w tę, a który w drugą stronę. Podobnie dwóch ludzi może mieć podobne zachowanie i maniery, a jeden może się zmieniać na lepsze, a drugi na gorsze, a nie ma nic, co mogłoby ich bardziej różnić od siebie.”

Ułuda porównań

Nawet bardzo zaawansowane badania statystyczne, które do obliczeń wykorzystują rozbudowane programy komputerowe, nie są w stanie równocześnie uchwyć zbyt wielkiej ilości zmiennych, czyli – w przypadku porównań – różnych cech osób, czy warunków, w których oni żyją. Co dopiero nasze mózgi, które często posługują się uproszczonymi schematami przetwarzania informacji i wyciągania wniosków. Nigdy nie będziemy w stanie wziąć pod uwagę równocześnie wszystkich czynników, sprawiających, że ktoś obok nas jest w tym, a nie innym miejscu. Tym bardziej, że badania psychologiczne wskazują na to, że porównań dokonujemy najczęściej w sposób automatyczny, co oznacza, że jesteśmy jeszcze bardziej skłonni do uproszczonych i schematycznych sądów, a nie rzetelnych analiz sytuacji. Jak słusznie zauważył MacDonald, patrząc z daleka widzimy tylko miejsce, a nie stan danej osoby – czy się rozwija, czy utknęła w martwym punkcie, a może nawet “stacza się”?

Chaos twórczy

Podam wam przykład z mojego życia. Gdybyście wiosną tego roku, znienacka wpadli do mojego mieszkania to z pewnością załamalibyście ręce – dom w rozsypce, ja niedospana i niezadbana, córka więcej niż dotychczas musiała się bawić sama, a wieczorem prawie nie spędzałam czasu z mężem. Jednym słowem na pierwszy rzut oka- obraz nędzy i rozpaczy, niewydolna matka i żona 🙂 Tymczasem, ja właśnie wtedy postanowiłam, że czas rozpocząć pewien projekt, z którym zwlekałam od dłuższego czasu, ze względu na codziennie obowiązki – budowałam swoją stronę internetową z blogiem.

W mojej drodze na górę znalazłam się pod czymś w stylu pionowej ściany, którą bardzo żmudnie i powoli pokonywałam, ale udało się. Być może mogłam ją obchodzić łagodniejszy szlakiem – przez następne pół roku, rok, albo zupełnie pomijając ten projekt? Pomyślcie teraz, jak ocenilibyście mnie wpadając niezapowiedzianie, w jeden z tych dni, kiedy uporczywie pracowałam nad stroną? A jak, już dwa tygodnie później, przychodząc do wysprzątanego domu, na zapowiedzianą kolację, na której z dumą pokazałabym wam moje najnowsze dzieło?

Co dalej?

Możecie odczuwać teraz delikatną konsternację – pisałam przecież na początku, że porównania społeczne mają swoje funkcje, a teraz je krytykuję. Cóż stereotypy, naukowo rzecz biorąc, też mają swoje ważne i potrzebne funkcje, a dzisiaj są jednymi z najbardziej potępianych schematów poznawczych. Może więc, tak jak proponuje się wychodzenie poza stereotypy, moglibyśmy wyjść poza porównania?

Motywacja

Starając się rozwinąć w określonej dziedzinie z pewnością warto mieć swoich mistrzów, osoby, które daną rzecz robią o wiele lepiej od nas. Uczyć się od nich, czerpać inspirację, motywować tym, że skoro oni dali radę, coś osiągnąć, to my również możemy. Z tym, że… do tego wcale nie musimy się z nimi porównywać. Przecież czytając artykuły, czy książki bardzo dobrych autorów, o pięknym warsztacie, nie muszę się z nimi porównywać, żeby się od nich uczyć pisania. Podobnie, ucząc się wartościowych rzeczy od innej matki, nie muszę równocześnie czuć się gorszą matką.

Poczucie własnej wartości

Również używanie porównań, jako środka do zbudowania wyższego poczucia własnej wartości, wydaje mi się nietrafionym pomysłem. Oczywiście do pewnego stopnia jest to skuteczne, w końcu wszyscy to nagminnie robimy. Z tym że, wydaje mi się, że to tak samo dobrze wzmacnia naszą samoocenę, jak jedzenie cukierków zaspokaja głód. Niby podnosi się poziom cukru i na chwilę czujemy lepiej, ale nie dość, że już za chwilę musimy sięgnąć po następnego cukierka, to w żaden sposób nie rozwiązujemy trapiącego nas problemu, bo nie dostarczamy naszemu organizmowi potrzebnych składników odżywczych.

“Dalej wzwyż, dalej wgłąb”

Wracając do problemu porównań, chciałabym zaproponować pewien pomysł – co gdybyśmy zamiast z innymi, porównywali się z samym sobą? A w zasadzie, co gdybyśmy zamiast na innych wędrowców, patrzyli na swoją drogę? Aby się motywować patrzylibyśmy na to, co jest przed nami, na kolejne miejsce, do których pragniemy dotrzeć? Natomiast w momentach zwątpienia i słabości, zamiast odwracać się do tych, których wyprzedziliśmy, obserwowalibyśmy drogę, którą już przeszliśmy i trudności, które pokonaliśmy?

W “Ostatniej Bitwie” Lewisa bohaterowie dostają się do Nowej Narnii i wyruszają, żeby ją poznać. W tym doskonałym świecie, wszyscy biegną razem, skupiając się na radości wspólnego odkrywania i na drodze, która prowadzi ich coraz dalej i wyżej. Na końcu każdej doliny, za każdym kolejnym szczytem, odkrywają, że przed nimi wciąż jest więcej drogi do przebycia, niż dotąd pokonali i w euforii krzyczą “Dalej wzwyż, dalej wgłąb!”. I choć Lewis przedstawia w ten sposób niebo, chciałabym życzyć wam odwagi, żeby, już dzisiaj, z tym okrzykiem na ustach, ruszyć w niekończącą się drogę, czerpiąc siłę i motywację z samej podróży, a nie z porównań do innych ludzi.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!