Traktuj ludzi z życzliwością

07/04/2022, Kornelia Arndt

Treat people with kindness ( z ang. traktuj ludzi z życzliwością), to jeden z najbardziej popularnych utworów Harry’ego Stylesa. Nie jest to może „moja muzyka”, ale wykonanie, jak i teledysk, sprawiły, że zaczęłam się zastanawiać nie tylko nad pozytywną zmianą młodych i zdolnych artystów wykorzystujących swoją popularność do czegoś innego niż zarabianie pieniędzy, ale także nad ową życzliwością, o której tu mowa. Jak widać – inspirację można znaleźć w najbardziej zaskakujących miejscach.

Jaki jest wyznacznik szczęścia?

W tym utworze jednak – przynajmniej, jak donoszą strony analizujące teksty – chodzi o to, by ze swojego szczęścia, doświadczanej życzliwości i spełnienia czerpać, by w ten sam sposób traktować innych. A więc, jeśli znajdę szczęście, spokój i spełnienie, to wtedy w ten sam sposób będę przełożyć na swoje zachowania wobec innych.

Szlachetne założenia. Jakiż piękny byłby to świat, gdybyśmy mogli tak żyć – my, jako indywidualne jednostki, w całkowitym zadowoleniu ze swojego życia, jednocześnie okazujący niezwykłą uprzejmość i życzliwość innym! Utopia.

Nie chciałam, żeby brzmiało to pesymistycznie, chociaż zdecydowanie tak się stało. Zgadzam się w 100% z tym, że powinniśmy traktować ludzi (wszystkich!) z uprzejmością i życzliwością. Mało tego – to głębokie przesłanie, które niesie za sobą także działalność Jezusa.

Mimo to żyjemy w świecie, w którym tego nie widać. Rozrywające serce obrazy wojny, konfliktów zbrojnych i społecznych z krajów Bliskiego Wschodu, Afryki, Myanmaru i Ameryki Południowej (i Łacińskiej), a także teraz z Ukrainy, pokazują, że tej życzliwości nie ma zbyt wiele. Pandemie, zmiany polityczne i ekonomiczne prowadzące do coraz większych podziałów, przeszywających na wylot społeczeństwa i kłótni nawet miedzy bliskimi sobie ludźmi, sprawiają, że nawet najwięksi optymiści gasną. Czy to jest jednak prawda? Czy nas świat naprawdę obfituje w zło i cierpienie?

Jaki jest ten świat?

Hans Rosling, szwedzki badacz i autor książki o statystyce (Factfulnees,), przekonuje, że przywykliśmy do zła i cierpienia[1]. Z jednej strony jego widok wciąż nami wstrząsa, z drugiej uodparnia – do wszystkiego można przywyknąć, nawet do wojny[2]. Media szczególnie upodobały sobie złe wiadomości i sensacje, bo to one sprawiają, że serce zaczyna nam bić szybciej, a nasze oczy nie umieją oderwać się od ekranów telewizorów. (Nie demonizuję mediów, uważam wręcz, że powinniśmy sięgać po różne przekazy, po raz by mieć dostęp do różnych informacji, po dwa by uczyć się, jak selekcjonować wiadomości rzetelne i prawdziwe) Nasz mózg tak działa, że to zła informacja nas przyciąga bardziej niż ta dobra. Wg Roslinga jednak – świat pędzi do przodu, coraz bardziej się modernizując i ulepszając.  Mimo to – naprawdę trudno w to uwierzyć. Gdy pierwszy raz przeczytałam tę książkę, podpartą starannymi badaniami statystycznymi, tchnął we mnie duch wielkiego optymizmu – oto nasz świat faktycznie nie jest taki zły, jak mi się wydawało! Te okropne wydarzenia są  rzadkością – chociaż życie bywa okrutne i niesprawiedliwe, to jednak w wielu przypadkach zmagamy się z mniej wstrząsającymi wydarzeniami. Okazało się, ze Pan Rosling trochę przewidział, a trochę nie docenił władzy, która przede wszystkim korumpuje tego, kto ją sprawuje, zmieniając każdego kolejnego politycznego lidera w pozbawionego empatii i skrupułów tyrana. (Trudno nie myśleć o tym, co się dzieje tak niedaleko, prawda? Co już nas wszystkich dotyczy. Przy każdym najmniejszym nawiązaniu, myśli teraz uciekają tylko w jedną stronę). W ostatnich rozdziałach Rosling wymienia 5 najwiekszych zagrożeń z jakimi może (ale nie musi) zmagać się ludzkość[3]. Autor wręcz przedstawia zagrożenia i możliwości, by im zapobiec. Książka został wydana w 2018 roku, już po śmierci badacza, który ukończył ją krótko przed swoją śmiercią w 2017 roku. W ostatnim rozdziale, w tak zwanej Wielkiej Piątce zagrożeń dla naszego świata wymienia…. UWAGA… pandemię i wojny (w tym III Wojnę Światową – tutaj od razu zaznaczam – zagrożenie eskalacji wojennej zawsze było możliwe, jak wiemy nie tylko z historii, ale alarmów specjalistów. Wciąż kolejne kraje kierowane niezdrową władzą upominają się o tereny lub polityczne wpływy, które mogą się przerodzić w konflikty zbrojne. Jednak nikt nie wie, jak mogłaby ta owa III WŚ w XXI wieku wyglądać – próby jakiegokolwiek przekonywania, że ona nam 100% grozi lub nie, tylko podsycają strach. Nie dajmy się w to wciągnąć. Nikt nie wie, co się wydarzy, to wszystko bardziej przewidywania oparte na pewnych przesłankach niż fakty. Musimy zachować czujność i przede wszystkim nie dać się wciągnąć w spiralę strachu).

Lepszy świat?

Czyli co – nasz świat jest lepszy, czy wcale nie, skoro tyle zagrożeń się sprawdza, może jesteśmy po prostu skazani na porażkę?

Odpowiedz jest prosta: nie mamy pojęcia. Niewątpliwie poziom życia się polepsza – dostęp do coraz bardziej zaawansowanej medycyny, dostępność edukacji, nowe możliwości w założeniu swoich biznesów, nowe technologie ułatwiające życie, sprawiają, że na papierze świat wyglada naprawdę lepiej. Może też w rzeczywistości. Można być tutaj cynikiem lub realistą, ale co gdybyśmy zaproponowali inne rozwiązanie?

Naiwnie wierzę, że – chociaż nie mamy wpływu na zbawienie całego świata (to zwyczajnie nie nasza rola – ktoś inny był do tego posłany, prawda?) – mamy wpływ na naszą małą rzeczywistość, na nasze lokalne otoczenie. Nie mamy wpływu na szkodliwe ambicje ludzi pozostających zbyt długo przy władzy, na korupcje, na podziały polityczne i społeczne, ale mamy wpływ na to, co obok, co blisko (często w reakcji na to, co złe możemy przekłuć nasz gniew na jakąś poruszająca nas niesprawiedliwość w próby naprawy. Zwykle najpierw zmienia się to, co blisko, a dopiero potem, wolniej lub szybciej, eskaluje dalej. Takie niezwykłe pomnożenie!).

Akty dobroci i starania, by polepszyć chociaż swoje najbliższe otoczenie często są bardziej skuteczne – i w długodystansowym spojrzeniu – realniejsze niż łudzenie się, że zreformuje się od razu cały świat. Więc może właściwym byłoby zwrócenie uwagi właśnie na nie?

Co by było, gdyby życzliwość była naszą naturalną odpowiedzią?

Jestem bardziej zwolenniczką tezy, że to życzliwość, którą okazujemy innym przynosi radość i nadzieję, niż przekonania, że to z naszego spełnienia i szczęścia ta życzliwość wypływa. W takim wypadku bylibyśmy uzależnieni do okazywania dobra i życzliwości tylko wtedy, kiedy sami jesteśmy szczęśliwi, a jak dobrze wiemy – mało kto tkwi w permanentnym poczuciu nieograniczonego szczęścia. Zwykle to tylko uczucie, które po jakimś czasie mija, przychodzą inne. Ograniczając dobre zachowania do emocji, które odczuwamy, zamykamy wiele dróg do bycia dobrym człowiekiem. Niewątpliwie mamy prawo czuć się gorzej lub reagować w określony sposób na dane emocje, które nas spotykają – to naturalne, ale pomyślmy, czy moje złe samopoczucie daje mi prawo wrzeszczeć po innych ludziach? Oceniać ich niesprawiedliwie, tylko dlatego że ja czuję się niepotraktowana sprawiedliwie? To wydaje się logiczne, jednak Jezus zachęca nas do czegoś innego. To jest za każdym razem niezły policzek. Tak, jak całe kazanie na Górze. W rozdziale 5: 43-48, mówi nam, że jeśli okazujemy dobro tylko tym, których sami kochamy czy lubimy, to czym się chwalimy? (Myślę, że spokojnie tę parabolę można przenieść na uczucia)

Czy to jest łatwe? Nie. Czy naturalne dla naszej natury? Pewnie nie, ale powinno być. Dużo łatwiej jest zareagować obojętnością albo gniewem. Mimo to co by się stało, gdybyśmy jednak posłuchali tej rady Jezusa i starali się zareagować życzliwością, nawet wtedy kiedy jej sami nie odczuwamy?

Nic nie usprawiedliwia reagowania w toksyczny sposób – z nienawiścią lub złem. I może właśnie, dlatego że łatwiej nam reagować bardziej na zasadzie „oko za oko”, powinniśmy tu przyjąć to odmienne podejście. Może wtedy odkryjemy, że naprawdę możemy panować nad swoimi emocjami, które nie muszą nas definiować (nie musimy ich wcale tłumić, czy zamykać szczelnie w środku), ale pozwolić sobie na wolność – nie oddawać innym, ale pokazywać swoją podstawą, że można inaczej, że można być mniej opryskliwym, za to życzliwym i dobrym w podejściu do tych, których spotykamy. Bo możemy zmienić swoje otoczenie, być świadectwem i światłem w pełnym ciemności świecie.

Bądźcie dla siebie nawzajem życzliwi, miłosierni, przebaczając sobie, jak i wam Bóg przebaczył w Chrystusie.

Efezjan 4:32

 


[1] H.Rosling, O. Rosling, A. Rosling Rönnlund, Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą, Sceptre, London 2018.

[2] P. Pieniążek, Wojna, która nas zmieniła, Krytyka Polityczna, Kraków 2017.

[3] H.Rosling, O. Rosling, A. Rosling Rönnlund, Factfulness….

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!