Ride, Forest! Ride!

14/04/2016, Katarzyna Błaszczyńska

Pierwsze tchnienie lata
Nieśmiało ze swoich kryjówek wychodzą pierwsze żonkile oraz tulipany i choć wiosna powolutku wkrada się do naszych parków, ogrodów i serc, to jednak już teraz co poniektórzy marzą o wakacyjnych wyjazdach i snują plany urlopowe na letnie upalne tygodnie. Nie widzę w tym nic złego (sama uwielbiam wszelakie wycieczki i podróże), gdyby nie fakt, że tak często marzenia te wynikają z chęci, czy może potrzeby ucieczki od naszej rzeczywistości.

Pytanie – dlaczego tak wielu z nas nie lubi swojego miejsca pracy, swojego miasta czy okolicy? – nie potrafimy dobrze wybrać, a może nie mamy dość odwagi by coś zmienić, czy po prostu jesteśmy malkontentami z zasady i dobrze nam tam gdzie nas nie ma? Te pytania to być może temat na inny artykuł, a my wróćmy do naszego, zastanawiając się dlaczego nasz urlop zamiast być powodem do eksploracji nowych miejsc, tak często jest wyrwaniem się z codziennego życia.

Nieograniczone możliwości
Biura podróży posiadają szeroki zakres usług, linie lotnicze często oferują zniżki tak duże, że przeciętnie zarabiający Kowalski może pozwolić sobie na podróż na sąsiedni kontynent, istnieją także firmy które komponują wyjazdy spersonalizowane – dostosowane do potrzeb indywidualnego klienta.

W gąszczu różnorakich atrakcji – od sportów ekstremalnych, przez wyprawy w głąb tropikalnych puszczy, po nieprzyzwoicie luksusowe hotele – można się po prostu zagubić. Są także ci po drugiej stronie, konsumenci – tacy którzy raz w roku jadą na all inclusive, licząc że dwa tygodnie byczenia się na plaży zrekompensują zmęczenie całego ciężko przepracowanego roku; tacy którzy wolą nasze polskie morze i co roku jeżdżą w to samo sprawdzone już miejsce; tacy którzy nie wiedzą co zrobić z kasą i dziwią się, że ich znajomi nie mają pieniędzy bądź czasu na miesięczny pobyt w Indiach; a także tacy którzy godzinami przeszukują cały Internet w poszukiwaniu promocji i pomyłek ofertodawców, by za noc w pięciogwiazdkowym apartamencie na Bali zapłacić 12 zł.

Znam także ludzi, którzy na wakacje w ogóle nie jeżdżą – bo nie stać ich na to, albo po prostu im się nie chce. Swoją drogą to niesamowite jak bardzo sposób w jaki odpoczywamy, definiuje nas i opisuje nasze osobowości. A gdyby tak… zrezygnować z wszelkich wygód, nie rezygnując z wakacji?

Można inaczej
Zaraz po pierwszym roku studiów kupiłam sobie wymarzony rower za zarobione w wakacje pieniądze. Rok później, ponieważ pod względem finansów byłam typową studentką, pieniędzy wciąż brakowało, a bardzo chciałam gdzieś pojechać latem. Nie miałam zbyt wiele, ale… miałam rower. Zastanowiłam się w jakich miastach mam rodzinę bądź znajomych, obmyśliłam trasę, kupiłam sobie kask, a następnie, jadąc nieco okrężną drogą ze względu na miejsca noclegowe, pokonałam trasę Gdańsk – Zakopane. Nie piszę tego żeby się pochwalić (chociaż tak – trochę się chwalę), kiedy jednak sobie przypominam te wakacje, jestem z siebie dumna, a jednocześnie budzi się we mnie sentyment tych dni.

Pamiętam, że nie byłam jakoś specjalnie przygotowana do tego rodzaju tripu – nie posiadałam profesjonalnej odzieży, ani odpowiednich butów, jechałam na grubych terenowych oponach, które nieco zwalniały moje tempo na drogach asfaltowych, nie miałam gps’a tylko zwykłą mapę Polski, a zamiast pożywnego obiadu i energetycznych drinków, jadałam bułkę z pasztetem i sałatkę jarzynową z paczki. Przejeżdżając codziennie około 100 km, na koniec dnia zatrzymywałam się zazwyczaj u rodziny i znajomych, których nieraz nie odwiedzałam latami bądź nigdy wcześniej, a jednak zawsze spotykałam się z życzliwością, pełnym talerzem i czystą pościelą. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że były to jedne z najlepszych, o ile nie najlepsze wakacje mojego życia. Codziennie był do zdobycia jakiś cel, bardzo prosty – dojechać do Bydgoszczy, albo: dojechać do Piotrkowa.

Kiedy po 11 dniach podróży i ponad tysiącu pokonanych kilometrach, udało mi się dotrzeć do końca trasy, zaskoczyło mnie to czym najbardziej interesowali się ludzie – pytali: naprawdę jechałaś sama? Dla mnie to było oczywiste, nie było wtedy w moim życiu nikogo na tyle bliskiego, ani na tyle szalonego, żeby jechać ze mną, więc pojechałam sama, nie zastanawiałam się nad tym. Forest Gump też nie potrzebował nikogo kiedy obiegał Stany Zjednoczone – po prostu biegł. A ja po prostu jechałam na rowerze.

Wygoda czy przygoda?
Uwierzcie mi – ja też lubię wynająć miły apartament ze śniadaniem, wanną z hydromasażem, sauną, basenem i ładnym widokiem z okna, pozwolić sobie na mały luksus raz w roku. Wcale nie twierdzę, że jest w tym coś złego, to przecież nasza sprawa na co wydajemy uczciwie zarobione przez nas pieniądze. Pytanie tylko – czy naprawdę tego potrzebujemy do prawdziwego odpoczynku? Być może chwila na osobności z samym sobą, naturą i tym co lubimy robić jest czymś co nas bardziej uszczęśliwi i przywróci nam siły do dalszej pracy i walki o lepsze jutro…?

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!