Presja ambicji

13/11/2015, Katarzyna Błaszczyńska

Musisz być najlepszy!

Kto z nas nie jest dzisiaj przesiąknięty narzucającą się zewsząd polityką „najlepszości”? Pomimo moich starań unikania wszelkich mediów – nie oglądam telewizji, nie kupuję gazet, rzadko słucham radia – nie jestem w stanie, jak zresztą nikt z nas, uciec od banerów reklamowych, które oblepiają pół mojego miasta, czy też reklam, będących nagłówkiem większości stron internetowych. Wiele z nich krzyczy do mnie: „W tych butach będziesz najszybszy!”, „Z tym kremem będziesz najładniejsza!”, „Po tych studiach będziesz najmądrzejszy!”. Wszystkie te hasła układają się w jedno wspólne: MUSISZ BYĆ NAJLEPSZY!
Przecież nie tylko reklamy, przed którymi tak trudno się obronić, narzucają nam powyższe zdanie. Ten trend stał się stylem życia naszych czasów. Wartość dzieci już w wieku wczesnoszkolnym ocenia się po tym, jak wypadają na tle grupy, czy są wśród tych najlepszych, czy tych, którzy z trudem ich gonią. I choćby dziecko miało w sobie niesamowite pokłady wrażliwości i zdolności niewpasowujących się w program szkolnych egzaminów czy raczej testów – jeśli nie ma samych piątek (jednocześnie poświęcając całe popołudnia na dodatkowe zajęcia), uważane jest za słabe. Takie dziecko od najmłodszych lat z pewnością czuje tę krzywdzącą i rzutującą na przyszłe lata edukacji opinię. Idąc dalej, młodzi ludzie nie poprzestają w tej chwili na jednych studiach – kończą dwa albo trzy kierunki. Uczą się kilku języków obcych, bo perfekcyjna znajomość angielskiego czy niemieckiego nie jest już niczym wyjątkowym. Zostają znawcami w kilku dziedzinach, bo bycie specjalistą w jednej już nie wystarcza, by dostać dobrą pracę.

Być człowiekiem orkiestrą

Nie twierdzę, że podnoszenie poprzeczki własnego rozwoju czy poziomu naszej edukacji jest złe lub też budzi moją odrazę. Zastanawiam się raczej, czy wybór podwójnej, czasem potrójnej ścieżki zawodowej jest naszym wyborem i jak często staje się on narzuconą przez opinię społeczną koniecznością, warunkującą sukces. By być dobrym ekonomistą, nie wystarczy celująco ukończyć studiów ekonomicznych – musisz zrobić dodatkowe studia z zarządzania zasobami ludzkimi, marketingu i komunikacji rynkowej oraz rachunkowości i controllingu, do tego staż lub praktykę, najlepiej gdzieś za granicą. Grasz powalająco na flecie poprzecznym? To świetnie, ale byłoby dobrze, gdybyś opanował także obój, klarnet i fagot, albo od razu był człowiekiem orkiestrą, który każdą częścią ciała gra na innym instrumencie. Jeśli ktoś jest na tyle wyjątkowy, a przy tym pracowity, że posiadł takie umiejętności, to naturalnie trzeba się cieszyć – przecież to piękne i potrzebne, ale nie dajmy sobie wmówić, że każdy z nas musi być Mozartem swojej dziedziny.

Jestem przeciętniakiem
Co złego jest w tym, żeby być w swoim zawodzie przeciętnym? Jeśli Bóg ma dla nas taki plan, żadne nasze starania i tak tego nie zmienią. Może On wie, że gdybyśmy osiągnęli sukces, nie bylibyśmy w stanie go udźwignąć i stracilibyśmy coś dużo bardziej wartościowego niż prestiż: rodzinę albo relację z przyjacielem? Tymczasem jeśli sami, stymulowani różnymi bodźcami, wciąż podnosimy sobie poprzeczkę, której i tak nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, przy kolejnym upadku czujemy rozczarowanie sobą i swoimi możliwościami. We własnych oczach wartość naszej osobowości diametralnie spada i do następnego wyzwania podchodzimy z mniejszą pewnością siebie, a co za tym idzie – niższą skutecznością i szansą na osiągnięcie upragnionego sukcesu.

Zawsze wzwyż, nigdy w dół!

Tym hasłem do swojego nabuzowanego młodzieńczą pasją syna zwraca się Małgorzata, jedna z gombrowiczowskich postaci dramatu „Iwona, księżniczka Burgunda”. I jak najbardziej się z nią zgadzam! Dążenie do doskonałości, czy, jak niektórzy wolą, wręcz do świętości, nadaje naszemu życiu sens. Zastanówmy się jednak nad tym, co jeśli Bóg zaprasza nas do dźwigania krzyża przeciętności? Nie oznacza to przecież bezwładnego opadnięcia na poduszki bezczynności, raczej jest to zaproszenie do akceptacji naszych ograniczonych przecież możliwości, a także tej osoby, którą stworzył i którą na co dzień jesteśmy. Dla tych, którym trudno przychodzi zrozumienie tego i pogodzenie się z własnym słabościami, zamieszczam fragment, który mnie podnosi na duchu:

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-30).

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!