Pamięć serca

09/02/2016, Dorota Blumczyńska

Na pewno wiecie o tym, że dawno temu Izraelici nie mieli swojego państwa i przez wiele lat błąkali się po pustyni. Wzorując się na swoich przodkach, kultywowali wtedy piękny zwyczaj – gdy doświadczyli Bożej łaski, cudu – niemal zawsze upamiętniali to wydarzenie w jakiś namacalny sposób. Budowanie ołtarzy nie miało na celu jedynie wyrażenia wdzięczności Bogu, ale też zostawienie materialnego śladu po ponadnaturalnym doświadczeniu. Kiedy Izraelici pod wodzą Jozuego pokonali Jordan, Bóg rozkazał ułożenie 12 wielkich głazów, właśnie po to, żeby przypominały przyszłym pokoleniom o tym, co się wydarzyło (Ks. Jozuego, rozdział 4).

O wdzięczności pisze i mówi się wiele: że należy, że powinno się, że zawsze mamy jej za mało, a przecież powinniśmy “zawsze za wszystko dziękować”. I pewnie to prawda, choć wydaje mi się, że wywoływanie poczucia winy nie jest najlepszą metodą pielęgnacji pozytywnych emocji, a wdzięczność nie jest czymś, co można wydusić “na siłę”. Dlatego nie chcę pisać dziś – w milionowej odsłonie – o wdzięczności, ale o czymś, co może stać się dla niej paliwem – pamiętaniu.

Z kolei, myśląc o naszych relacjach z ludźmi, w kontekście pamięci skupiamy się głównie na problemie wybaczania – a więc zapominaniu. W dawnych celtyckich legendach zupełnie zapomnienie o czymś (lub kimś) kończyło jego byt. Jeśli wszyscy wyznawcy celtyckiego bóstwa odwracali się od niego, to ono znikało, przestawało istnieć. Jest w tym trochę prawdy – kontrolując swoją pamięć – starając się zapomnieć pewne rzeczy lub pielęgnując wspomnienia, możemy nadawać kształt naszym emocjom, a przez to obrazowi samego siebie, relacjom z innym, w zasadzie całemu swojemu życiu. Myślę jednak, że większą siłę niż zapominanie, ma właśnie pamiętanie.

Wszystkie relacje w naszym życiu przechodzą przez trudne momenty. Od wielkich kryzysów i otwartych konfliktów, po zwyczajny, cichy brak czasu, zmęczenie i frustracje dnia codziennego. I choć rozwiązań jest pewnie jeszcze więcej niż niezliczonych przyczyn takich momentów, uniwersalnym środkiem pomagającym radzić sobie z nimi jest właśnie pamiętanie. Wydaje mi się, że najpierw uczyłam się tego w mojej relacji do Boga, ale z czasem przeniosłam to też na kontakty z ludźmi.

Często mamy tendencje do skupiania się na tym, co dzieje się w danym momencie i zapominania o tym, co było wcześniej. Dla naszych relacji bywa to szczególnie niszczące w sytuacjach konfliktowych (albo w sytuacjach ograniczonego kontaktu). Pamiętanie i świadome wspominanie przeszłości, może nam jednak bardzo pomóc. Jak?

Pamiętaj o dobrych rzeczach

Teraz jest źle, ale jak było kiedyś? Ile dobrego dotychczas ktoś Ci ofiarował? Ile niezasłużonego, niespodziewanego do Ciebie dotarło? Na co mogłeś zawsze liczyć? Może czas na Twój ruch, Twoje wybaczenie, Twoje wsparcie? Może przydałoby się trochę więcej cierpliwości, aby przebrnąć przez tą sytuację, a mniej złości?
Pamiętając o łasce i dobru, które nas spotykało, wspominając konkretne sytuacje możemy zadać sobie dużo takich pytań i znaleźć rozwiązanie problemu. A w silnych konfliktach, gdy złość i rozczarowanie zaciemniają nam obraz drugiej osoby, takie wspomnienia pomagają ponownie otworzyć na nią serce i dają determinację do walki, przypominają dlaczego kogoś kochamy.

Pamiętaj o złych rzeczach

Łatwo się przyzwyczajamy do lepszego – wyższych standardów mieszkania, lepszego jedzenia, dobrze funkcjonujących relacji. Przyzwyczajamy się też łatwo do tego, że ktoś zmienił coś w swoim życiu i zapominamy o trudzie, który w to włożył. O tym, co było kiedyś “gorzej” nie bardzo lubimy pamiętać. A warto – bo to też pozwala nam na zadanie sobie wielu pytań w trudnej sytuacji.
Czy naprawdę teraz jest gorzej niż…? Jaki ktoś był kiedyś, a jaki teraz? (Nie chodzi o to, żeby nosić w sobie urazę za coś, co ktoś robił kiedyś źle, ale aby dostrzegać, jak się zmienił). Jak dotychczas rozwiązywaliśmy podobne sytuacje? Ile razy i dlaczego ja zachowałam się podobnie, jak ktoś teraz? (Może mogę go jednak zrozumieć).

Pamiętaj o wyjątkowych chwilach

Czasem zdarzają się momenty wyjątkowe, wręcz magiczne, wielkiego zrozumienia, wyjątkowej bliskości, prawdziwej transcendencji. I choć są to chwilę niezmierne silnych doznań, równocześnie są bardzo ulotne. Gdy je przeżywamy nie mamy wątpliwości, że postrzegamy wyraźniej i prawdziwej, ale już chwilę później jesteśmy gotowi je kwestionować. Jednak mimo tego, że tak łatwo nam się wymykają i że stanowią drobny ułamek naszych wspólnych doświadczeń z kimś, to właśnie one są podstawą, na której zbudowaliśmy wyjątkową relację. Dlatego o wspomnienia dotyczące takich chwil powinniśmy szczególnie dbać i często do nich wracać.

Pielęgnowanie wspomnień

Żeby móc wspominać, trzeba nie zapomnieć – i jakkolwiek banalnie to nie brzmi, wcale nie jest, aż tak proste. Nie jesteśmy w stanie pamiętać wszystkiego, ale w dużej części to my decydujemy o tym, co zapamiętamy i o czym zapomnimy. Wracajmy do tego, co warto, co wzmacnia nasze relacje, do tego, co chcemy zapamiętać. Jeśli świadomie nie będziemy pielęgnować naszych wspomnień, to w końcu duża część z nich wymknie się nam.

Budowanie pomników, kolekcjonowanie totemów

Wiele jest sposobów utrwalania chwil, tak żeby nam nie uciekły. Robienie zdjęć, zapisywanie myśli, zbieranie drobnych pamiątek. Często zabieramy pamiątki z różnych miejsc – kamyczki ze szczytów gór czy muszelki z plaż. Warto jednak zbierać też pamiątki z chwil – przyjemnego wieczoru, rozmowy, podjęcia jakiejś decyzji, wszystko, co tylko będzie dla nas ważne. Ja przywiązuję też dużą wagę do znajdywania się pamiątek z tych szczególnych, transcendentnych chwil. Ze względu na ulotność takich doświadczeń, a równocześnie fakt, że ciężko często je dobrze wyrazić słowami, lubię wówczas zbierać małe, materialne przedmioty, które mogę łatwo przechować i zawsze dotknąć – kamień, suchy liść stają się dla mnie pomnikami albo totemami. Są jak taka materialna kotwica dla duchowego doznania, pomagają im wrócić do niego myślami i emocjami, i nie deprecjonować jego wagi, gdy już przeminie. (Nie wiem czy to sposób dobry dla każdego, ale może Wam się spodoba 🙂

Świadome tworzenie wspomnień

Planując wspólne spędzanie czasu w sposób wyjątkowy, robiąc nowe rzeczy, jeżdżąc w różne miejsca, próbując nowe smaki stwarzamy przestrzeń dla budowania wspomnień. Obserwując otaczającą nas rzeczywistość i dostrzegając (wspólnie) rzeczy dziwne czy niecodzienne, też mamy większe szanse na tworzenie trwałych wspomnień. Abstrahując od wartości tych czynności samych w sobie, na pewno o wiele łatwiej jest zapamiętać wycieczkę, w trakcie spotyka nas jakaś drobna przygoda i spotykamy człowieka w dziwnej czapce, albo rzadkiego ptaka, niż dzień spędzony w domu na sprzątaniu, graniu w gry planszowe czy oglądaniu filmów.

Wspomnienia a rzeczywistość

Na koniec chciałam jednak zostawić ostrzeżenie. W psychologii istnieje pojęcie “fałszywych wspomnień”, są to wspomnienia dotyczące sytuacji, które nigdy się nie wydarzyły, ale które nasz mózg, przy odpowiedniej sugestii, sam sobie wygenerował. Przeprowadzając liczne eksperymenty społeczne badacze (jak choćby Elizabeth Loftus) dobitnie pokazali, to co pamiętamy, może dramatycznie różnić się od tego, co wydarzyło się naprawdę. Sposób w jaki postrzegamy rzeczywistość – i w jaki ją zapamiętamy, może mieć dużą siłę oddziaływania na nas i nasze relacje. Zachęcałam w tym artykule, żeby do pewnego stopnia budować i planować własne wspomnienia, tak aby móc je dobrze wykorzystywać dla dobra relacji. Warto jednak pamiętać, żeby nie odrywać się przy tym nadmiernie od rzeczywistości i nie tworzyć życzeniowego wizerunku świata i relacji. To o czym piszę, może być pomocne dla nas choćby w rozwiązywaniu konfliktów, ale jeśli skorzystamy z tych rad nadmiernie zakrzywiając rzeczywistość, możemy równie dobrze utkwić w patologicznej więzi – zamiast rozwiązywać sytuację konfliktową, tylko ją wyciszać.

„Pa­mięć ser­ca uni­ces­twia złe wspom­nienia, wyol­brzy­miając dob­re, […] dzięki te­mu mecha­niz­mo­wi uda­je nam się zno­sić ciężar przeszłości.”
Gabriel García Márquez

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!