Oswajanie śmierci

19/11/2015, Dorota Blumczyńska

Tak się złożyło, że pod koniec października, w chłodny i ponury poranek, kiedy masa ludzi szła posprzątać groby, na cmentarzu zjawiłyśmy się również my – ja i moja dwuletnia córeczka. Byłyśmy na pogrzebie pani, której nie znałyśmy, ale która była bliska ważnej dla nas osobie. Przy okazji rozmawiałyśmy o tym, że ludzie umierają i co to jest pogrzeb. Niektórzy znajomi dziwili się, że ją zabrałam, że tłumaczę takie rzeczy. Nie widziałyśmy też innych dzieci na cmentarzu. Kiedy wróciłyśmy do domu, mała zjadła trochę ciasta, obejrzała bajkę i zdrzemnęła się, a ja zostałam z przemyśleniami. Zastanawiałam się nad tym, że w naszej w kulturze staramy się odgrodzić dzieci od śmierci, nie wspominać o niej, nie zabierać ich na pogrzeby, nie rozdrapywać nadmiernie tematu. Pewnie każdy z nas zna historię o podmienianych cichcem w nocy chomiczkach czy rybkach, po to, żeby dziecko nie zobaczyło, że jego ulubieniec nie żyje, nie płakało, nie cierpiało, nie musiało w najmniejszym stopniu posmakować śmierci. Więc myślę – dlaczego tak robimy? I czy to dobrze?

Chronimy przed cierpieniem
Większość rodziców, jeśliby zadać im te pytania, odpowiedziałoby pewnie, że chcą chronić swoje dzieci przed zbędnym cierpieniem. Tylko że nie zawsze możemy to zrobić. Przecież, jeśli się odważymy, musimy przyznać, że ludzie umierają i że nasi najbliżsi też kiedyś odejdą. Wyobraźmy sobie takie „dobrze ochronione” przed tematem śmierci dziecko, dla przykładu ośmioletnie, któremu umiera ukochana babcia. Dziecko nigdy niezabierane na pogrzeby, któremu podmieniliśmy już trzeciego chomiczka i nie włączaliśmy bajek, w których ktoś umiera. Czy przypadkiem dzięki naszej ochronie nie zapewniliśmy dziecku jeszcze brutalniejszego zetknięcia ze śmiercią?

Boimy się trudnych pytań
Dzieci próbują zrozumieć świat, zadając nam pytania. Jeśli pojawi się temat nowy i trudny, możemy być prawie pewni, że zostaniemy nimi zasypani. Myślę, że ten strach jest uzasadniony; ja też bałam się pytań, gdy zabierałam córkę na pogrzeb. Udzielanie odpowiednich odpowiedzi jest wielką odpowiedzialnością. Obawiam się jednak, że jest tylko częścią odpowiedzialności, jaką jest bycie rodzicem, i siłą rzeczy musimy się z tym zmierzyć. Z pewnością o wiele łatwiej jest rodzicom wierzącym w Boga i w zmartwychwstanie, ale nawet oni mogą zdziwić się, jak daleko sięgają szczere i proste pytania dziecka („Ale dlaczego Bóg zabrał babcię?”, „Co ona robi w tym niebie? Nie woli być ze mną?”). Tutaj nie ma prostych recept ani książki typu „50 odpowiedzi na pytania o śmierci”. Musimy być mądrzy i uważni, dostrzegać, co kryje się za tymi pytaniami i czego dziecko potrzebuje. Mogę jednak udzielić prostych rad:

– Zawsze mówmy prawdę (oczywiście w granicach – nie musimy szczegółowo opowiadać dziecku o tym, jak wujek X straszliwie cierpiał, umierając na raka; chodzi bardziej o niestosowanie wybiegów w stylu: „Babcia śpi i nie wiadomo, kiedy się obudzi”).

– Kiedy nie potrafimy odpowiedzieć na pytania, możemy się do tego przyznać: „Nie wiem, kochanie, może… Mam nadzieję, że… “.

– Unikajmy infantylnych przedstawień rzeczywistości („Babcia siedzi na chmurce i do ciebie macha, a jak dziadek robi siku, to pada deszcz”), jak i tych nadmiernie abstrakcyjnych („Dziadek odszedł, ale jego idee, które spisał w książce, będą żyć wiecznie”).

Przede wszystkim jednak pamiętajmy, że pytania dziecka nie są jego kaprysem, ale sposobem na zrozumienie tego, co się dzieje, a jeśli stale nas o coś pyta, to znaczy, że potrzebuje jeszcze czasu, żeby to przemyśleć.

Bagatelizujemy ból
Nie lubimy obcować z bólem i smutkiem. Wolimy go pomniejszać, odwracać uwagę. Kiedy dziecko się uderzy albo wywróci, polski rodzic często mówi: „No, już nie płacz, nic się takiego nie stało”. Próbujemy zaczarować rzeczywistość i zanegować istnienie bólu, tylko że to nie działa. Potem mówimy też: „Nie płacz, to tylko chomik. Kupię ci nowego”. Chomiki żyją krótko, ale ból zostaje, a my jedynie uczymy dziecko ignorować emocje i spychać je na dalszy plan. Tymczasem tym, co powinniśmy robić, jest zanurzenie się razem z dzieckiem w trudnym doświadczeniu, okazanie współczucia, pomoc w zrozumieniu emocji i wspólna droga przez smutek.

Nie rozumiemy, czym jest żałoba
Kiedyś przechodzenie przez proces żałoby było bardziej naturalne. Istniały zwyczaje, które pomagały zaznaczyć ten czas – nocne czuwania, noszenie czerni, nieuczestniczenie w zabawach. Dziś, kiedy powoli rezygnujemy z większości takich zwyczajów, przestajemy też zdawać sobie sprawę, że coś takiego jak żałoba w ogóle istnieje. Często po śmierci bliskich bierzemy leki na uspokojenie i antydepresanty, żeby jak najszybciej „stanąć na nogi”, wrócić do codziennego rytmu. Musimy jednak zdać sobie sprawę, że utrata bliskich zawsze jest ciosem, że potrzebujemy czasu, żeby sobie z nią poradzić, że powinniśmy ją opłakać. W psychologii mówi się o „nieprzebytej żałobie”, która nawet po wielu latach potrafi odciskać ogromne piętno na człowieku. Nie da się stracić bliskiego i nie cierpieć, nie możemy przed tym obronić też naszego dziecka. Ale rozumiejąc, że żałoba to proces, przez który trzeba przejść, możemy pomóc mu przebyć tę wędrówkę, trzymając je za rękę.

Boimy się śmierci
C. S. Lewis w czasie II wojny światowej był pilotem brytyjskich sił powietrznych. Stracił wówczas wielu kolegów oraz najbliższego przyjaciela. Kiedy później o tym pisał, twierdził, że najgorsza była dla niego postawa niektórych chrześcijan, twierdzących, że nie powinno się rozpaczać po śmierci tych kolegów, ponieważ poszli do Boga. A przecież śmierć, nawet jeśli nie ostateczna, to zawsze jest straszna i tego żaden chrześcijanin nie powinien negować. Nawet wierząc w zmartwychwstanie nadal możemy się jej obawiać. A o tym, czego się boimy, raczej nie mówimy naszym dzieciom.

Jeśli chcemy przygotować nasze dzieci na to, że napotkają na swojej drodze śmierć, musimy sami zaakceptować jej istnienie; przestać robić z niej temat tabu, przechodzić świadomie żałobę (a jeśli kiedyś jej nie odbyliśmy, spróbować sobie z tym poradzić, być może przy pomocy przygotowanej do tego osoby), nauczyć się nie zaprzeczać bólowi.
Wtedy będziemy mogli pomóc też swoim dzieciom i stopniowo wprowadzać ten temat do ich życia. Pamiętajmy jednak, żeby robić to delikatnie i z zapasami niekończącej się cierpliwości, gdy pojawią się pytania.
_________________________________________________________________________

*Artykuł dotyczy oswajania dzieci z problemem śmierci, a nie pomocy im w żałobie, aczkolwiek możecie znaleźć tu pomocne informacje – w tym wypadku radzę bardziej zgłębić temat.

** Dziś w załączniku odcinek jednej z naszych ulubionych bajek, „Charlie i Lola”, który łagodnie i bez zaprzeczania emocjom pozwala porozmawiać o problemie śmierci.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!