Obama, krucjaty i inne nieporozumienia

04/03/2015, Jakub Cieślar

Gdyby nas kusiło patrzeć z góry na to, co robi ISIS, pamiętajmy o tym, czego my, jako chrześcijanie, dopuściliśmy się w przeszłości, w czasie krucjat, za rządów inkwizycji, w okresie niewolnictwa i rasizmu w USA…

Kto popełnił ową mądrość?

Prezydent Barack Obama, przemawiając na tzw. National Prayer Breakfast, 5 lutego 2015.

W Stanach zawrzało. Prawicowi politycy i komentatorzy nie zostawili na Barackowej retoryce suchej nitki.

To najbardziej oburzająca wypowiedź prezydenta tego kraju, jaką w życiu słyszałem. Obraził każdego praktykującego chrześcijaninaskomentował były gubernator Wirginii, Jim Gilmore. Konserwatywny dziennikarz Mark Levin ujął to jeszcze mocniejTen facet [Obama] to nihilista, narcyz i [lewicowy] fanatyk w jednej osobie.

Rzecz jasna, to kolejna odsłona w ideologicznej wojnie pomiędzy Obamą (reprezentującym amerykańską lewicę) a jego nieprzejednanymi krytykami z prawej strony sceny polityczno-religijnej. Prezydent nie kryje się z tym, że nie jest fanem tradycyjnie pojmowanych wartości chrześcijańskich. Krytycy nie kryją się z tezą, że gdyby nie to, że za niedługo kończy się druga kadencja urzędowania Obamy, ten niechybnie zamieniłby amerykańską demokrację w neo-marksistowską dyktaturę nihilizmu.

W opinii wielu, prezydent tym razem przebrał miarę. Nie dość że porównał muzułmańskich fanatyków do chrześcijańskich krzyżowców (Obama przy tym jak ognia unika połączenia „islam” i „fanatyzm”), to zrobił to w trakcie dorocznego spotkania z przedstawicielami chrześcijańskich kościołów i agend. Co więcej, zaledwie dwa dni wcześniej ISIS opublikowało nagranie z egzekucji jordańskiego pilota (spalonego żywcem). A Obama miał czelność pouczać zebranych w waszyngtońskim hotelu Hilton, by nie byli zanadto oburzeni.

Ostro.

W komentarzach punktowano prezydentowi słabą znajomość historii („Krucjaty były w zasadzie wojną obronną – reakcją na ekspansję islamu”) i teologii („Jezus nigdy nie kazał swoim naśladowcom zabijać niewiernych – w przeciwieństwie do Mahometa”). Załamywano ręce nad bezrefleksyjnym relatywizmem i hiper-poprawnością polityczną („Czy to, że nam wszystkim zdarza(ło) się popełniać zło, to powód by je bezwarunkowo tolerować?”). Krytykowano bezczynność („Zagrożenie chrześcijańskim ekstremizmem przeminęło setki lat temu. Zagrożenie islamskim fanatyzmem jest śmiertelnie aktualne. Po co komu to grzebanie się w historii? Zabierzmy się do roboty”).

Należę do grona anty-fanów Baracka Obamy. Z drżeniem patrzę na kierunek, w jakim zmierzają Stany Zjednoczone i cała zachodnia cywilizacja. Jestem zszokowany brutalnością ISIS.

Ale… tak się po cichu zastanawiam… czy rzeczywiście Obama – mniejsza o jego motywacje – tym razem aż tak bardzo przesadził?

  • Czy rzeczywiście krucjaty/inkwizycja to tylko i wyłącznie powód do dumy?
  • Czy niewolnictwo i rasizm to jedynie drobne wpadki w naszej historii?
  • Czy Chrystus podpisałby się pod wszystkim, co robiono/robi się w Jego Imieniu?

I bardziej aktualnie:

  • Czy fizyczna eliminacja ISIS to najbardziej „chrześcijański” sposób na rozwiązanie problemu muzułmańskiego fanatyzmu?

Zapraszam do dyskusji.

Jakub „kubski” Cieślar

Jakub Cieślar

Jakub Cieślar

[Nie-czynny] nauczyciel historii i [nie-potwierdzony-papierem] przewodnik po Pradze. Aktualnie tłumacz i menedżer fundacji non-profit. Góral z urodzenia, mieszczuch z wyboru. Miłośnik rozmów o sensie życia.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!