O tym, jak duża korporacja ukradła mi 12 złotych

29/01/2016, Bartłomiej Błaszczyński

Nie chcę tutaj manifestować swojego oburzenia i niezadowolenia, ale… zaraz… oczywiście, że chcę! Drodzy państwo, a było to tak: w pewien poświąteczny grudniowy dzień wybrałem się rano do sklepu w celu zakupienia pieczywa dla siebie i licznej rodziny, która przyjechała by razem z nami spędzać Bożonarodzeniowe chwile. Poranek był leniwy i cichy, a ja przemykałem po ulicy samotnie, jakbym był bohaterem powieści Franca Kafki. Dotarłem do sklepu, wymieniłem kilka grzeczności ze sprzedawcami, poprosiłem o zapakowanie pieczywa i nagle moją uwagę przykuła gazeta (pozwolę sobie zachować dla siebie jej nazwę, dodam tylko, że to jedna z tych niezbyt ambitnych pozycji w której można głównie znaleźć informacje o męskich zegarkach, perfumach i samochodach), na której okładce widniało zdjęcie jednego z moich ulubionych aktorów. Od razu zabrałem się za wertowanie treści i rzeczywiście znalazłem w środku obszerny, kilkustronicowy artykuł przeplatany dużą ilością zdjęć i wytłuszczonych większym drukiem fragmentów wypowiedzi owego aktora (dla tych, którzy teraz pomyśleli, że jestem dwunastoletnią dziewczynką pragnę dodać, że pracuję w kulturze i aktor interesuje mnie czysto zawodowo). Niewiele myśląc zakupiłem magazyn za dokładnie (tak, dobrze się domyślacie) 12 złotych (bez grosza) i w dobrym nastroju wróciłem do domu.

Oblicze gniewu

I nic by się nie stało, gdyby nie to, że obszerny artykuł traktował głównie o sytuacji politycznej w Polsce, o ministrach, o ich poczynaniach i o tym, że ludzie dzisiaj nie czytają długich tekstów w gazetach, tylko oglądają zdjęcia, więc redaktor, który napisał artykuł może właściwie napisać co sobie chce, a na samym końcu garść (słownie GARŚĆ) informacji o aktorze (m. in. że jest zdolny, ma psa i dzieci – tyle!) i kilka słów o jego dorobku, ale nic ponad to, co średnio rozwinięty przedszkolak znajdzie na pierwszym lepszym filmowym portalu.

Co tu dużo mówić – zalała mnie krew. Zazwyczaj tego nie robię, ale byłem tak zdenerwowany, że wystosowałem maila do redakcji, a w nim opisałem sytuację i dodałem, że czuję się oszukany, bo nie kupowałem gazety o polityce, tylko o gadżetach i że nie oczekuję teraz od nich przeprosin, czy zwrotu pieniędzy, ale po prostu informacji o tym aktorze, bo z jego powodu zdecydowałem się zakupić magazyn, a mniemam, że takie informacje posiadają.
Minął miesiąc. Bez odpowiedzi.

Po co my tę żabę jemy?

Nie opisuję tego, żeby obsmarować gazetę (oczywiście, że właśnie dlatego to robię), ani dlatego, że w mojej bezsilności nie mam innego sposobu na rewanż (to chyba jasne, że nie mogę zrobić nic innego), ale opisuję to przede wszystkim dlatego, że jestem już zmęczony medialno-internetowo-społeczno-polityczno-wszechogarniającym wrzaskiem. Gdzie się nie odwrócę, tam atakuje mnie temat polityki, wszyscy chcą, żebym się opowiadał po jakiejś stronie, a kiedy opowiem się po złej, to jestem głupkiem. I proszę, nie traktujcie tej wypowiedzi, jako kolejnego moralnego drogowskazu za którą opcją podążać, bo moje poglądy polityczne są iście anarchiczne, nie mam też takiej wiedzy, aby kogokolwiek ustawiać, aby z kogokolwiek szydzić, czy pokazywać jedyną słuszną drogę. Myślę, że nie ma jednej słusznej drogi, myślę, że bez względu na to, kto władzę dzierży, zawsze będą niezadowoleni i mają do tego pełne prawo. Jeśli chcą, mogą o tym pisać i wychodzić ze swoimi przekonaniami na ulicę. Naprawdę, czyńcie wszystko w zgodzie z własnym sumieniem – troska o nasze wspólne dobro jest słuszna, ale błagam – nie wyzywajcie się od „debili” i „głupków”. Nie upolityczniajcie każdego przejawu życia. Nie wciskajcie mi opowieści z Wiejskiej w artykuły o hollywoodzkich aktorach, bo naprawdę jest to już drobna przesada, nie sądzicie? Bardzo proszę…

Krzyk

Jest jeszcze jedna upolityczniona do granic możliwości przestrzeń – internetowe portale społecznościowe. I owszem – tutaj też wszyscy mają prawo do wyrażania, lub nawet manifestowania własnych przekonań, ale kiedy czytam stwierdzenia typu „rozstrzelać!”, „na szubienicę z nimi!”, albo moje ulubione „nie jesteś polakiem”, „a ty nie jesteś europejczykiem”, to myślę sobie, że dobrze by nam (bo i ja pewnie nie jestem bez winy) zrobiło po prostu wysłuchać drugiego i powiedzieć: fajnie masz, ale się nie zgadzam, natomiast szanuję to, że myślisz inaczej.

Tego szacunku brakuje mi najbardziej. Ktoś kiedyś powiedział, że bardzo lubi w języku polskim słowo „nienawiść”, bo doskonale oddaje to uczucie. Nienawidzić, czyli nie widzieć. Jeśli kogoś nienawidzisz, to oznacza, że nie widzisz go takim, jakim on jest. Nie dostrzegasz tego, co w sercu. Ja naprawdę wierzę w to, że człowiek jest w swojej najgłębszej istocie dobry. Że wiele konfliktów rodzi się z braku komunikacji i zrozumienia, że nie potrafimy dostrzec innych ludzi, że często nawet nie chcemy im się przyglądać, bo już ich sobie skatalogowaliśmy, pozamykaliśmy w szufladkach, opisaliśmy i gitara.

To czego ja właściwie chcę?

Nie będę teraz pisać na temat hate’u w sieci, bo powstały już całe monografie na ten temat, ja po prostu bym chciał, żeby ludzie się bardziej kochali. Wiem, że to banał, ale naprawdę widzę w tym banale, głęboki jak Rów Mariański, sens. Taki mój idealny, wymarzony świat nie polegałby na tym, że wszyscy by się przytulali, całowali, a wilki jadłyby kapustę. Wręcz przeciwnie – trudności, które się przed nami piętrzą znacząco poprawiają smak naszej egzystencji. Ja tylko bym chciał, żebyśmy się zmieniali na lepsze, jak to się ładnie mówi: „wzrastali w świętości” i niepokoi mnie każdy przejaw braku tego wzrostu. A niestety wygląda na to, że w niektórych sferach to raczej karlejemy w świętości. Czy to nie cudowne, że jeszcze tyle przed nami do przepracowania?
Dziękuję za uwagę i życzę zrozumienia.

PS. Cytat na dzisiaj: „On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem: a swego bliźniego jak siebie samego.”

Bartłomiej Błaszczyński

Bartłomiej Błaszczyński

Bartłomiej Błaszczyński

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!