Nauczyciel empatii

27/06/2016, Dorota Blumczyńska

Jakiś czas temu napisałam na facebooku posta: “Nigdy nie byłam bardziej szczęśliwa”. Trochę się zdziwiłam, gdy okazało się, że “bycie szczęśliwym” jest o wiele mniej chwytliwym tematem niż buzia mojego dziecka, głupi żart albo kontrowersyjny artykuł o polityce. Kiedy byłam na studiach bardzo dużo chorowałam. Odkryłam wtedy dość szybko, że uczestniczenie w tym nie jest atrakcyjne dla moich znajomych. Spotykałam się z opiniami od “nie chcę słuchać o smutnych rzeczach”’ przez “no, nie wiem, może nie powinnaś się tak na tym koncentrować, to byś się lepiej poczuła”; aż do ocen że choruję na hipochondrię. Płynie z tego niewesoły wniosek, że często zarówno przez nasze smutki i radości musimy iść sami.

Osądzanie

Bardzo możliwe, że my też nie potrafimy odnaleźć się, gdy nasi znajomi przeżywają silne emocje i brać udział w ważnych dla nich wydarzeniach. Często o wiele łatwiej jest nam dokonywać ocen i zazdrościć. W przypadku sukcesów innych ludzi, łatwiej przypisujemy je czynnikom zewnętrznym – mówimy, że komuś się udało, miał “fuksa”, dostał pomoc, albo miał lepsze szanse. Podobnie gdy kogoś spotyka nieszczęście, często szukamy przyczyn w cierpiącym – jego stylu życia, zachowaniu, popełnianych grzechach. Z pewnością natknęliście się na którąś z licznych kampanii społecznych wyrażających sprzeciw wobec przekonaniom, że zgwałcone kobiety są same sobie winne (chodziły tam gdzie nie trzeba, sprowokowały gwałciciela ubiorem lub zachowaniem). Konieczność zaistnienia takich kampanii jest przerażającym przykładem tego, jak daleko posuwa się brak umiejętności zrozumienia drugiej osoby i tzw. znieczulica społeczna.

Po chrześcijańsku?

Niestety chrześcijanie, starając się dbać o standardy moralne bywają niezwykle narażeni na przyjęcie postaw oceniających innych. A przecież są one potępiane przez Biblię. Na pewno pamiętacie przyjaciół Hioba, który przyszli go “pocieszać” w nieszczęściu, a zamiast tego urządzali nad nim sąd i kazali wyznawać winy. W Starym Testamencie rzadko napotykamy jednoznaczne oceny sytuacji, ale w tym wypadku zostaje ona nam dana – “Pan na te słowa […] przemówił i do Elifaza z Temanu: Zapłonąłem gniewem na ciebie i na dwóch przyjaciół twoich, bo nie mówiliście o mnie prawdy”.

Również czytając Ewangelie widzimy, że Jezus swoim życiem i nauczaniem zaprzeczał takiemu podejściu do innych ludzi. Często spotykał się z ludźmi chorymi i cierpiącymi, którym pomagał oraz odrzuconymi, którym oferował miłość i przebaczenie. Piętnował natomiast postawy faryzeuszy i ludzi, którzy bezmyślnie osądzali. Pokazują nam to jego ostre słowa niejednokrotnie kierowane do uczonych w Piśmie czy obrona cudzołożnicy przed ukamienowaniem. Ale jedną z najbardziej dojmujących nauk w tym zakresie jest odpowiedź Jezusa na pytanie uczniów: “Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”, która brzmiała: “Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień.”

Miłuj bliźniego i nieprzyjaciół

Wszyscy znamy przykazania Jezusa dotyczące miłości innych ludzi. Ta miłość nie jest jakimś wzniosłym uczuciem w serduszku ani “byciu miłym” w stosunku do innych. Możemy ją zrozumieć obserwując Jego życie, skupione na pomocy cierpiącym i odrzuconym. Czasem zapominamy o głębi wydarzeń, jakimi były uzdrowienia, myślimy o nich jako o cudach, które służyły objawieniu potęgi Boga i Jezusa. O wiele więcej też myślimy o Ukrzyżowaniu i Zmartwychwstaniu, niż o całym jego życiu. A jednak, lecząc oczy niewidomego (i odrzuconego przez innych człowieka) mówi on “Potrzeba nam pełnić dzieła tego, który mnie posłał”.

Być może będzie to nadinterpretacją z mojej strony, ale myślę, że Jezus uczestniczył też w radościach ludzi. Przecież jego pierwszym cudem było uratowanie wesela, na którym zabrakło wina! 🙂

Patrząc na Jezusa, zastanawiam się czy naprawdę nie zbyt wiele czasu poświęcamy na szukanie grzechu i osądzanie innych, a zbyt mało na pełnienie Bożych dzieł poprzez realizowanie przykazania o miłości.

Empatia

Umiejętność wczucia się w drugą osobę i zrozumienia jej, psychologia nazywa empatią. Według badań, mamy wrodzone predyspozycje do bycia mniej lub bardziej empatycznymi, co oznacza że jest jakąś cechą, którą dostajemy na starcie, błogosławieństwem – podobnie jak inteligencja, kolor włosów czy zęby bardziej odporne na próchnicę. Nic z czego możemy być dumnymi. Ale podobnie jak możemy dbać o zęby i włosy, czy rozwijać pewne obszary inteligencji, możemy też budować swoją empatię. Można to robić uczestnicząc w warsztatach, czytając książki, ucząc się nowych sposobów myślenia czy wypleniając z siebie stereotypy. Żeby jednak empatia mogła rozkwitnąć, rozwinąć się musi cała osobowość człowieka. A ona doskonale rozwija się przecież w kontakcie z Bogiem. Kółko się zamyka – musimy wracać do historii o Jezusie – uczyć się empatii i miłości od niego.

J 8,1-11

1 Jezus udał się na Górę Oliwną. 2 Rano znowu przybył na teren świątyni i cały lud zaczął się zbierać przy Nim. On usiadł i uczył ich. 3 Wtedy uczeni i faryzeusze przyprowadzili jakąś kobietę, przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją pośrodku 4 i powiedzieli Mu: „Nauczycielu, ta kobieta została przyłapana na występku cudzołóstwa. 5 W Prawie Mojżesz kazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?” 6 Mówili to dla poddania Go próbie, by mieć coś do oskarżenia Go. Na to Jezus pochyliwszy się rysował palcem po ziemi. 7Gdy nie przestawali Go pytać, wyprostował się i rzekł im: „Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”. 8 I znowu pochyliwszy się, rysował po ziemi. 9 Gdy oni to usłyszeli, zaczęli jeden po drugim odchodzić, zaczynając od starszych. Został sam i ta kobieta, stojąca pośrodku. 10 Jezus wyprostował się i zapytał ją: „Kobieto, gdzie są? Żaden nie wydał na ciebie wyroku?” 11 Odpowiedziała: „Żaden, Panie”. Jezus rzekł: „I ja na ciebie wyroku nie wydaję. Idź, a odtąd już nie grzesz”.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!