Miłość w czasach komiksu

14/03/2016, Bartłomiej Błaszczyński

Mitologia XXI wieku

Nie wiem, czy ktoś pamięta mój ostatni artykuł w którym zwracałem uwagę na fakt, że komiksowe uniwersa stają się współczesną, popkulturową mitologią nie tylko dla kultury, ale czasem nawet dla ludzi (głównie dzieci), pozbawionych wiary w owiany tajemnicą absolut. Czas w którym żyjemy jest czasem prześmiewców i chętniej wierzy się w coś lekkiego, przyjemnego i zabawnego. Dzisiaj chciałbym zahaczyć o temat jednej z trzech podstawowych cnót nie tylko chrześcijaństwa, ale i człowieczeństwa… Co się stało z naszą miłością?

Jak Gramsci i Wittgenstein grali w tej samej drużynie

Kilka słów o dwóch panach z nagłówka i o tym, co mieli do powiedzenia. Idźmy alfabetycznie. Antonio Gramsci był włoskim komunistą, który spędził znaczną część życia w więzieniu z powodu swoich poglądów. Tam też wykreował swoje główne koncepcje ideologii marksistowskiej. Leninowi zależało na rewolucji mas, która siłą przejmie władzę nad światem, a Gramsci stworzył inne pojęcie. „Długi marsz przez instytucje”, czyli powolne „infekowanie” swoimi przekonaniami wpływowych środowisk (akademickich, politycznych, kulturalnych, a także mediów). Drugi pan – Ludwig Wittgenstein był filozofem i logikiem, zajmował się też zagadnieniami z zakresu języka. On to jest autorem zdania „Die Grenzen meiner Sprache bedeuten die Grenzen meiner Welt ”. Innymi słowy: to w jaki sposób rozumiem dane słowa odzwierciedla moje mechanizmy myślowe. Łącząc te dwie teorie można śmiało wywnioskować, że aby zmienić myślenie świata trzeba zmienić znaczenie słów. Konsekwentnie i w powolnym, długim procesie.

Wiem, że wszystko to brzmi trochę jak teoria spiskowa o tajnym zgromadzeniu wolnomularzy, którzy chcą zniszczyć miłość, ale przecież nie musi istnieć beneficjent takich zmian. One mogą się po prostu dziać…

Who we are?

Nasza religijność także oddaje sposób w który postrzegamy rzeczywistość. Inna jest kultura buddystów, inna muzułmanów. Nawet jeśli one wszystkie w swojej istocie wyznają wartości o podobnym zabarwieniu, to jednak ludzie wychowani w bliskości innego absolutu inaczej widzą świat. Ostatnio porównywałem komiksowych herosów do bogów Olimpu. Jak zatem widzi świat człowiek wychowany w kulturze bogów wykreowanych przez amerykańskich rysowników?

Adam Asnyk w swoim wierszu „Poeci do publiczności” pisze: Jesteśmy dziećmi wieku bez miłości Wieku bez marzeń, złudzeń i zachwytu Obojętnego na widok piękności A więdnącego z nudy i przesytu Wieku, co wczesnej doczekał starości Sam podkopawszy prawa swego bytu Wieku, co siły strwonił i nadużył Nic nie postawił, chociaż wszystko zburzył Jego bezduszna, chłodna atmosfera Już od kolebki duszę nam otacza Dziewiczą barwę szyderstwem z niej ściera Żadnej świętości marzeń nie przebacza.

O temacie można by napisać całą książkę, spróbujmy się weń jednak trochę zanurzyć. Myślę, że jednym z największych wrogów miłości jest wspomniane przez Asnyka „szyderstwo”. To ono sprawia, że jestem bardziej cool, jeśli nie biorę wszystkiego serio, że fajniej i łatwiej jest coś wy-śmiać, niż w coś uwierzyć, że twardzi ludzie nie wzruszają się i nie kochają, tylko szydzą, bo są po-nad to. W podobny sposób przedstawia się narracja przygód superbohaterów. Aby usprawiedliwić lateksowe kostiumy, nieśmiertelność, czy zielony kolor skóry, scenarzyści często posługują się autoironią. Dzięki temu filmy zyskują lekkość, ogląda się je przyjemnie, a każde zaprzeczenie prawom fizyki traktowanie jest z przymrużeniem oka. Przez to okno wpada do naszego świata bardzo dużo sarkazmu i ironii. Coraz trudniej zdobyć się nam na wielkie uczucia; na traktowanie życia serio.

Król office boxów

Przemysł filmowy, jak sama nazwa wskazuje, jest biznesem nastawionym na zysk. To pieniądze rządzą decyzjami, które zapadają na szczycie. Ludzie tłumnie idą na „Władcę Pierścieni”? Zróbmy trzy części „Hobbita”, będzie dodatkowy zarobek. Jest nawet prowadzona specjalna tabela wyników, jak na holu toru z wyścigami koni, a nazywa się box office. Czarne konie przekraczają magiczną liczbę 100 milionów, a prawdziwie championy robią to już w pierwszy weekend.

Walentynki, święto stworzone by zarabiać, ale przecież doskonała okazja do okazania swoich uczuć komuś, kto jest dla nas ważny. Właściwie to każda okazja jest dobra, ale to też celny czas na premierę kina romantycznego. I jak pokazuje historia, coraz mniej w nas romantyzmu, na rzecz erotyzmu. W tamtym roku 14 lutego „Pięćdziesiąt twarzy Greya” zarobiło w pierwszy weekend dystrybucji 85 milionów dolarów. Chyba nie trzeba dodawać, że film oznaczony był kategorią R (mówiąc w skrócie dla dorosłych). Idąc tym tropem faworytem w roku bieżącym również był film z kategorią R. „Deadpool” to historia mężczyzny chorego na raka, który zgadza się na nowy sposób leczenia, to jednak zamienia się w serie niebezpiecznych eksperymentów, przekształcających go w niesfornego superbohatera. Bohatera słynącego z brzydkiego języka, brutalnego i krwawego traktowania przeciwników oraz humoru rodem z koszar w Dolnej Bawarii. Wynik box office przekroczył oczekiwania. W ciągu pierwszych trzech dni film zarobił 135 milionów dolarów! Jaki płynie morał z tej pouczającej anegdoty? Nie bierze się dzisiaj dziewczyny na „Przeminęło z wiatrem”, tyko na erotyczną rozpierduchę.

Umówiłem się z nią na jedenastą

Uśmiechnąć się do dziewczyny to chyba jakaś siara. Może lepiej zrobić wulgarny quasi-erotyczny gest. No chyba nie chcesz jej dać kwiatków? Tam w sklepie na rogu sprzedają ciasteczka w kształcie penisów. Umówiłeś się z nią na dziewiątą? O tej godzinie jest mecz, poza tym jak spotkacie się o dziewiątej, to skończycie jakoś strasznie wcześnie i nic z tego nie będzie, jeśli naprawdę chcesz zaliczyć trzecią bazę, musisz się umówić na jedenastą! Randka skończy się późno, nie będzie autobusów, pojedziecie taksówką, najlepiej jedną, tak jest taniej, dzięki temu łatwiej będzie zaprosić ją do siebie na Bed nad Breakfast. To jest twoja dziewczyna? Ten pasztet? Ona ma krzywe nogi! Lepiej zobacz tamtą, jaka fajna i jeszcze uśmiecha się do ciebie!

Dzięki Bogu ominęła mnie randka w wersji 2.0. Dzięki Bogu jestem staromodny i patetyczny i jem z żoną każdą kolację przy świecach.

Bartłomiej Błaszczyński

Bartłomiej Błaszczyński

Bartłomiej Błaszczyński

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!