Kształtowanie sposobów radzenia sobie

30/03/2016, Dorota Blumczyńska

Pisałam ostatnio o radzeniu sobie, potem patrzyłam na moje dziecko i znów pisałam, aż zaczęłam się zastanawiać. Jak ona sobie radzi? Jak będzie sobie radzić? I skąd to się w niej bierze (weźmie), że właśnie tak? Że skutecznie i zdrowo, albo że na odwrót?

Po poszukiwaniach mądrych badań w Internecie, jestem niewiele mądrzejsza niż byłam wcześniej – mało znalazłam, a w tym co znalazłam mówią, że further research is needed.

Co wiadomo?

Że dzieci rodzą się z genetycznie uwarunkowanym temperamentem, który będzie wpływał na gotowość do wyboru jakichś strategii radzenia sobie i na umiejętność samoregulacji (kontrolowania emocji i odpowiedniego reagowania na bodźce). Na szczęście czy na nieszczęście na temperament nic już nie poradzimy.

Samoregulacja też jest istotnym czynnikiem tego, jak nasze dziecko będzie sobie radzić. Nie zależy tylko i wyłącznie od temperamentu. Buduje się ona również w niemowlęctwie na podstawie tego, jak zaspokajane są potrzeby dziecka, co wiemy od czasów powstania teorii przywiązania i o czym dzisiaj głośno (i słusznie) przypomina rodzicielstwo bliskości. No i tu już mamy pewne pole do popisu – możemy wpłynąć na to, jak nasze dziecko będzie sobie w przyszłości radziło z emocjami i z problemami.

Poza tym wiemy też, że istnieje modelowanie – czyli, że dzieci obserwują nasze zachowania i uczą się robić to samo. Więc jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko radziło sobie w sposób skuteczny z problemami, to zacznij od siebie. Wżeranie krówek na kanapie i popijanie ich piwem, też zostanie łatwo przyswojone 😉

Wreszcie w rozmaitych badaniach ustalono, że nastolatkowie postrzegający swoich rodziców jako ciepłych i wspierających potrafili dużo skuteczniej radzić sobie w sposób aktywny. Z kolei Ci, którzy uważali, że ich rodzice są surowi i kontrolujący, gorzej radzili sobie w zakresie emocjonalnych strategii. Natomiast wrogość rodziców względem dzieci wiązała się z częstszym sięganiem w sytuacjach po szkodliwe i autodestrukcyjne sposoby radzenia sobie.


Co to w praktyce znaczy?

Że masz realny wpływ na to, jak Twoje dziecko jutro, za pięć czy dwadzieścia lat poradzi sobie, gdy napotka na trudności.

Może właśnie nosisz, śpisz razem z maluchem, poświęcasz mu dużo czasu, czując że jest mu to potrzebne i słyszysz, że się przyzwyczai, że rozpieścisz czy wychowasz sierotę. Ale zaspokajając potrzeby swojego dziecka, Ty masz rację. W ten sposób – między innymi wpływasz na to, jak kiedyś będzie potrafiło sobie radzić. Wyposażasz a nie rozpieszczasz, przygotowujesz go do radzenia sobie!

Może jesteś ciepłym i wyrozumiałym rodzicem i czasem się boisz czy nie powinieneś bardziej dokręcić śrubki. Bo się rozpuści jak dziadowski bicz, bo jak się nie nauczy konsekwencji to sobie w życiu nie poradzi. A tu jednak – wcale nie. Nastolatki ciepłych rodziców, radziły sobie według badań najlepiej.

A może zupełnie na odwrót – myślisz sobie, że jesteś okropnym rodzicem, bo masz rozwrzeszczanego pięciolatka, który zupełnie nie kontroluje emocji i że pewnie go zaniedbałeś (albo rozpuściłeś) jak był niemowlęciem. Przypomnij sobie, że istnieje temperament, który dziecko uczy się opanowywać z czasem (trochę dłuższym niż pięć lat) i że nie wszystko zależy od tego, co Ty zrobiłeś.

A może jesteś przemęczoną do granic matką, która właśnie zastanawia się jak pogodzić wszystkie zajęcia i nie zaniedbać potrzeb swoich dzieci, kiedy jedno domaga się noszenia, drugie wspólnego budowania z klocków, w łazience piętrzy się góra prania, a obiad na wpół gotowy? Wtedy zapomnij na chwilę o wewnętrznych imperatywach dotyczących rozwoju dziecka, jego emocji i zmysłów, których nawtykałaś sobie do głowy czytając blogi, takie jak ten. Znajdź jak najszybciej chwilę, żeby choć trochę wypocząć i zadbać o siebie z tą rozkoszną myślą, że nawet skupiając się na swoich potrzebach dbasz o rozwój dziecka. Bo ono patrzy, uczy się i zadba kiedyś o siebie, zanim zdąży paść na twarz z przemęczenia i skorzystać z całego arsenału destrukcyjnych sposobów radzenia sobie w danej sytuacji.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!