Jak się dobrze związać? Część 1.

15/04/2015, Lucyna Bujok

Przede wszystkim to dobre pytanie. Bycie w związku, w dobrym, udanym związku to naprawdę wielka sprawa, która w dzisiejszym okaleczonym świecie tylko zyskuje na wartości. Ale  już na początku uprzedzę, że jeszcze teraz nie podam odpowiedzi na to pytanie. Póki co chcę tylko przyjrzeć się samemu zawiązywaniu się więzi między ludźmi.

Na początku są dwie kreski

To wszystko dzieje się już od pierwszych chwil naszego życia, jeszcze w brzuchu mamy. Reakcja rodziców (wspólna, jak i każdego z osobna) na wieść o ciąży, zestawienie wszystkich oczekiwań, obaw i nadziei z aktualną sytuacją społeczno-finansowo- wewnętrzną i idące za tym nastawienie kładzie podwaliny pod tworzącą się więź z dzieckiem. Nawet jeśli myśl o tym, że gdzieś tam zaistniała mała jak fasolka istotka, jest czymś abstrakcyjnym i stanie się realna dopiero z pierwszymi ruchami dziecka w widocznym już brzuchu, już zabarwia nasze odczucia i toruje podejście do tegoż właśnie. Nie nazwę tego momentu krytycznym, ale na pewno bardzo, bardzo wrażliwym. A w świecie pełnym swobody i zarazem przemocy seksualnej, gdzie ciąża zyskuje fałszywe znaczenia, planowanie i jej początek – tym samym już ustosunkowywanie się do „przyszłego” dziecka, umyka naszej uwadze, delikatnie rzecz ujmując!

Czas ciąży – zawsze unikalny i niepowtarzalny, mimo że w tylu książkach i opowieściach podsumowany. To, co dzieje się w głowie i otoczeniu przyszłej mamy ma znaczenie. Stres, dieta, kondycja fizyczna, wsparcie rodziny, dobre samopoczucie i tak dalej. Dziewięć miesięcy noszenia w sobie małego człowieka. Myślę, że na tym etapie najważniejsza jest równowaga, ta w głowie i sercu. Nie unikniemy stresu ani zanieczyszczonego powietrza, ale też kobiety od wieków rodzą i będą rodzić zdrowe dzieci w nieraz tragicznych warunkach i okolicznościach. Dziewięć miesięcy to naprawdę dużo czasu, żeby przemyśleć, dowiedzieć się, przegadać, nauczyć się, postanowić, zmienić, naprawić, przygotować… W tym okresie nigdy dosyć szeptania do brzucha, śpiewania i głaskania kopiących nóżek, oznajmiania dziecku, że czeka się na nie z radością i miłością. Jeśli naprawdę tak jest.

Płacz to też język

Rodzi się dziecko. Bóg tak zmyślnie to zaplanował, że to małe stworzenie rodzi się z pewnymi zdolnościami, które pomagają mu uzyskiwać i utrzymać poczucie bezpieczeństwa. To, że prawie wszyscy rozczulamy się na widok ślicznego bobaska i chcemy go wyściskać, naprawdę ma głębsze znaczenie, nie mówiąc już o płaczu jako bardzo ekspresyjnym narzędziu komunikacji. Maleńkie, bezbronne dziecko od początku walczy o uwagę i bezpieczeństwo. Tutaj pole do popisu mają rodzice (bądź główny opiekun dziecka), ponieważ to od ich reakcji zależy, czy dziecko je uzyska.

Brytyjski psychiatra i psycholog John Bowlby w latach sześćdziesiątych XX wieku stworzył koncepcję przywiązania. Zbadał i opisał sposób i jakość tworzenia się więzi między niemowlęciem i jego opiekunem. Teoria ta pokazuje, że wzorzec przywiązania, którego uczymy się w niemowlęctwie, ma swoje konsekwencje w dorosłym życiu. Wpływa między innymi na poczucie własnej wartości, relacje z rówieśnikami, stopień zależności od dorosłych, odczuwaną empatię, na prężność naszego ego – czyli zdolność do elastycznego reagowania na zmieniające się okoliczności, frustrację, pomysłowość, zaradność, wytrwałość w działaniu, no i bardzo silnie oddziałuje na związki zawierane w dorosłości. Równocześnie zakłócenia w tworzeniu się przywiązania mają niekorzystny wpływ na rozwój osobowości. Badania pokazały, że mogą stanowić istotny czynnik ryzyka w rozwoju zaburzeń psychicznych.

(Nie)Bezpiecznie

Mimo że dziecko nie rodzi się jako całkowita tabula rasa, samym spędzaniem z nim czasu od początku dziergamy więź, której jakość znacząco wpłynie na całe jego życie.

Wyróżniono cztery style przywiązania. Zacznijmy od tych mniej radosnych.

Wyobraźmy sobie dorosłego, który ma wielką potrzebę bliskości i uznania przez innych, pragnie akceptacji, która buduje jego samoocenę, jednak równocześnie bardzo boi się odrzucenia i nie ufa innym. Mimo wszystko usilnie dąży do związku. Taki dorosły prezentuje styl lękowo-ambiwalentny. W dzieciństwie jego opiekun był nieprzewidywalny, niestały i niezaangażowany. Ignorował sygnały wysyłane przez dziecko, ponieważ był skupiony na własnym samopoczuciu. Wycofywał się z kontaktu z dzieckiem, szczególnie, kiedy to doświadczało napięcia.

Tym razem wyobraźmy sobie opiekuna, który nadmiernie kontroluje dziecko, odtrąca je lub ignoruje, nie okazuje mu emocji, nie przytula, realizuje swój własny plan nie przejmując się perspektywą i inicjatywami dziecka. W takiej sytuacji może wytworzyć się styl unikający. Dziecko w przyszłości będzie wolało polegać tylko na sobie i być niezależnym, bo z dzieciństwa wie, że inni są niezdolni do opieki. W sytuacjach intymności i współzależności z drugą osobą może odczuwać dyskomfort i zagrożenie, będzie bało się odrzucenia, jednak zaneguje te potrzeby, odizoluje się od nich, zahamuje ekspresję emocji.

Dezorganizacja przywiązania ma miejsce wtedy, kiedy wobec dziecka stosowana jest różnego rodzaju przemoc.

Według statystyk powyższe trzy pozabezpieczne style przywiązania dotyczą ok. 2/5 dzieci.

Na koniec, dla pokrzepienia zostawiłam styl bezpieczny. Jest on owocem bycia otoczonym miłością, radosnego kontaktu z ciepłym, troskliwym, odpowiedzialnym opiekunem, doświadczania odpowiedzi na swoje potrzeby. Dziecko uczące się takiego stylu przywiązania doświadcza w przyszłości komfortu w relacjach z innymi, pewności bycia kochanym i dowartościowanym, czuje swobodę we współzależności z innymi i w zależności od siebie samego. Ma mniejszy strach przed odrzuceniem bądź nadmiernym zaangażowaniem, prezentuje adekwatne umiejętności społeczne i ma pozytywne oczekiwania.

Ciąg dalszy nastąpi…

Myśląc o stylach przywiązania trzeba wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. O pewnym przekazie pokoleniowym. Jeśli ktoś czegoś nie dostał, nie doświadczył w dzieciństwie, nie przekaże tego swojemu dziecku…

Zatem co z tym wszystkim można zrobić? Mam nadzieję, że wymyślimy to w następnej części!

 

Posiłkowałam się książką Psychologiczne portrety człowieka pod red. Anny Izabeli Brzezińskiej, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2005

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Niespokojnie kontemplująca życie żona i mama dwójki, z wykształcenia psycholog, z Bożej łaski - Jego dziecko.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!