Hasz Tag Czarny Protest

04/10/2016, Katarzyna Błaszczyńska

Za każdym razem kiedy siadam do napisania artykułu, zastanawiam się co w ostatnich dniach mnie dotknęło, ruszyło moje sumienie, przejęło, bądź zafascynowało. Tak było i tym razem. Długo w swych rozważaniach omijałam temat, który wysunął się na prowadzenie i szukałam innego, zastępczego, ale on pod naporem ostatnich tygodni ciągle wracał i uderzał ze zdwojoną siłą. A właściwie – dlaczego milczeć? By nikogo nie urazić swoimi poglądami i odmiennością uczuć? Uczestnicy czarnego protestu z pewnością nie mają tych dylematów, śmiało wypowiadając się w imieniu kobiet, choć przecież zdania wszystkich nie znając. Kobietą czuję się zdecydowanie i zdecydowanie nie czuję się dobrze w czarnej koszulce. Nie dziś.

Pola do dyskusji brak

Mam wrażenie, że nasze czasy tak zawzięcie walczą o prawo do „wolności”. Nie bez powodu umieszczam to słowo w cudzysłowie, nieco z tej dzisiejszej „wolności” kpiąc. Rozumiem, że o wolność przez duże W mogli walczyć powstańcy w czasach kiedy wychodząc z domu nie można byłoby być pewnym czy się do niego wróci. W nadmiarze teraźniejszego dobrobytu, a czasem i przesytu trudno doszukać się konieczności, czy choćby potrzeby walki o wielkie idee. Walczymy więc o te małe, pokracznie nazywając wolnością coś co się nazywa: CHCĘ MIEĆ WSZYSTKO I TO JUŻ. Zdarta jak stara płyta „wolność słowa” w swych słusznych założeniach, w praktyce wygląda jednak tak, że wygrywa ten kto głośniej krzyczy. W trudnej dyskusji można powiedzieć wszystko, ale pod spodem małymi literkami dopisane jest: o ile jest to zgodne z opinią rozmówcy. Powiedzmy sobie szczerze – podczas debat, poruszających tematy tabu, niejednoznaczne bądź kontrowersyjne nie ma miejsca na rzetelną dyskusję. Jakże ogromne było moje zdziwienie, kiedy w odwiedzinach u rodziny ktoś włączył telewizor i zobaczyłam jak w pewnym programie politycznym dwie przeciwne strony, a nawet i trzy, bo rozjemcą w postaci dziennikarza też zawładnęły emocje, mówią przez cały czas naraz – w sensie dosłownie cały czas. Domyślam się, że bycie politykiem wymaga posiadania specjalnych supermocy, które pozwalają jednocześnie słuchać i w tym samym momencie odpowiadać…

Szanuję twoje zdanie… jeśli jest takie jak moje

Wróćmy na chwilę do rozpoczętego tematu wolności i walki o nią. Zdaje się, że moda (bo jakoś nie mogę tego szumnie nazwać „ideą”) na ochronę mniejszości i grup uciśnionych owładnęła kompletnie początkiem wieku XXI. Byłoby to zresztą słuszne i piękne (i wtedy także można by mówić o idei), gdyby sprawę owych mniejszości traktowano od początku serio i bezkompromisowo. Ci sami ludzie, którzy walczą o zalegalizowanie związków partnerskich, równe traktowanie osób z grupy LGBT, ochronę zagrożonych gatunków zwierząt i niszczejących lasów tropikalnych, zwiększenie zarobków kobiet oraz praw ciężarnych i samotnych matek, nie mają odwagi powalczyć o los nienarodzonych dzieci – najsłabszej chyba na całym świecie grupy społecznej, która sama nie ma absolutnie żadnych możliwości obrony. Przecież to właśnie te bezsilne, niezdolne jeszcze do niczego i pozbawione głosu istoty powinny być dla ludzi czynu, aktywistów i idealistów początkiem, środkiem i końcem starań o bezpieczeństwo i dobro maluczkich. Tymczasem przyznanie się do bycia przeciwnikiem aborcji równoznaczne jest ze spotkaniem najpierw niedowierzającego uśmiechu, następnie konsternacji, a po chwili agresywnego ataku. I tak po naszej wspaniałej „wolności” i wszechogarniającej tolerancji już po chwili nie ma ani śladu.

Czarny pochód śmierci

Niezależnie od tego od kiedy płód nazywamy życiem (choć należy tu wspomnieć, że już w pierwszych tygodniach życia dziecka kształtują się indywidualne cechy) w całym tym zamieszaniu z czarnym protestem, zapominamy o jednej ważnej sprawie. Nikt nie zgadza się na to, aby inni mieli prawo decydowania za niego, a już na pewno nie w sprawach życia i śmierci. Jednocześnie uczestnicy czarnego protestu nie widzą żadnego paradoksu w tym, że walcząc o prawo do własnego wyboru, niszczą prawo wyboru nienarodzonego dziecka. Od zwolenników usłyszałam głos, że nie chcą by ktoś inny decydował za nich, a już na pewno nie Kaczor. Rozumiem i zgadzam się, niezależnie od tego jaki byłby to kaczor, nie chciałabym by miał wgląd w moje życie. Tutaj jednak nie mówimy o naszym życiu, a niewinnego dziecka, które czarną koszulką, jednym okrzykiem, kliknięciem: „Lubię to”, być może skazujemy na śmierć. Ciekawe dlaczego skoro tak boimy się ingerencji w nasze decyzje, tak łatwo bierzemy odpowiedzialność za cudze? A skoro każdy ma swoją moralność i wolność wyboru, może znieśmy prawo cywilne, karne, przepisy drogowe, regulaminy pracy i niech każdy postępuje jak uważa. Stworzymy czarny kraj anarchii i nihilizmu. Nie miejmy tylko wtedy pretensji kiedy spotka nas jakieś zło, w końcu każdy decyduje i odpowiada za siebie.

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!