Etyki na testach

22/08/2016, Jakub Cieślar

Pora na podsumowanie serii poświęconej moralności.

Jak się sprawdzają etyki – laicka i chrześcijańska – w REALNYM życiu?

***

Ktoś mógłby powiedzieć, że w gruncie rzeczy wszystko można sprowadzić do wspólnego mianownika. Wszystkie systemy etyczne sprowadzają się do tego, by

a) [poziom podstawowy] – nie krzywdzić innych;

b) [poziom zaawansowany] – działać dla dobra innych.

A czy to ma jakąś religijną nadbudowę czy nie, to już jak tam kto chce. Chodzi po prostu o to, by być w miarę przyzwoitym człowiekiem. Zdrowy rozsądek podpowiada, że zamiast walczyć z wszystkimi wokół, lepiej się dogadywać. Więcej frajdy jest w poprawnych rodzinnych i sąsiedzkich relacjach niż w siedzeniu na stosie złotych monet w willi na odludziu. Być w miarę porządnym członkiem rodziny, pracownikiem, obywatelem (ale bez wyrzekania się swoich pasji i poświęcania przyzwoitego poziomu wygody), być miłym dla ludzi ze swojego otoczenia (ale nie przesadnie miłym), ot i cała filozofia moralności, po zeskrobaniu religijnych czy laickich sloganów.

Ale, ale. Nie tak szybko.

Wystarczy się trochę poprzyglądać tej sielankowej perspektywie, by stwierdzić, że ma to krótkie nogi.

Po pierwsze, co to znaczy ‚dobro’? Co jest dobre? No bo mamy nie wyrządzać innym zła. A nawet starać się wyświadczać dobro. Tylko kto je definiuje? Co jest jego źródłem?

W sumie to mamy tu do czynienia z logicznym błędnym kołem. Zgodnie z definicją, etyka to nauka o tym, co jest dobre, a co złe. Główną zasadą powyższej uniwersalnej etyki jest szeroko rozumiane „dobre postępowanie”. Czyli dobrze, kiedy żyję dobrze, a źle, kiedy żyję źle. ALE CO TO JEST TO „DOBRO”?

Możemy zaklinać rzeczywistość, ile chcemy, ale nie zmieni to faktu, że dobro nie zawsze jest intuicyjne. I dlatego etyka chrześcijańska bez ogródek mówi o zewnętrznym źródle i normach dobra. Tak samo uczciwa etyka laicka mówi o alternatywnym standardzie dobra. W tym drugim przypadku są to ustalenia nauki. W wielu sprawach te perspektywy się pokrywają (dopełniają?), ale w wielu innych – absolutnie nie. Więc w naszej ekumenicznej etycznej idylli zaczyna zgrzytać.

Po drugie, szkopuł tkwi nie tylko w treści, ale i w motywacji etycznego działania. Mówiąc inaczej,dlaczego powinieniem postępować moralnie? Czy ktoś mnie do tego zachęca/zmusza? Czy ktoś mnie z tego rozlicza? Oczywiście, w kontekście społecznym istnieje wiele mechanizmów zachęty do poprawnego postępowania (a przede wszystkim kar za postępowanie niepoprawne). Ale to dotyczy „grzechów przeciw społecznemu porządkowi”. Nikt mnie nie zmusza do tego, być być miłym dla żony w sobotnie popołudnie i nikt mnie za brak czasu dla dziecka nie wsadzi do więzienia.

Czy więc działanie na rzecz dobra drugiej osoby to moja bezwarunkowa powinność? Nawet jak się mi nie chce?

***

Rozpatrzmy to wszystko na konkretnych przykładach. (Obiecałem kiedyś, że zrobimy to na bazie VI przykazania, więc… niech tak będzie.)

Czy zdrada małżeńska jest nieetyczna?

Dotrzymywanie obietnic to sprawa, którą można by podciągnąć pod wachlarz intuicyjnych zasad etycznych. Mało kto czuje się wyśmienicie, gdy odkryje, że jego życiowy partner nie dotrzymał tej fundamentalnej obietnicy (przysięgi!). Jeśli nie chcę, by się tak ze mną obchodzono, nie powinienem też tego wyrządzać innym.

Ale w życiu bywa różnie. Mój mąż jest nieczuły, nie rozmawia ze mną. Ciągle się kłócimy. W łóżku myśli tylko o sobie. Moja żona na wszystko narzeka. Nie dba o siebie. Nie chce ze mną współżyć. Nasz związek się wypalił. Nie mamy dzieci. Tęsknimy za ogniem „prawdziwej miłości”. Czy romans (albo pojedyncze skoki w boki) to coś aż tak złego? Czy zaburzy to porządek społeczny? Czy kłóci się to z ustaleniami nauki? Czy nie mam prawa do odrobiny szczęścia??

Według mnie, w przypadku gdy odpadają wszystkie posiłkowe motywacje (dobro dzieci, itd.), etyka laicka pokazuje całą swoją nagość. Nikt cię nie zmusza, byś był wierny. Twój wybór. Wiesz, że zawiedziesz tę osobę, ale w sumie ona też nie spełniała twoich oczekiwań. Tak się potoczyło życie. Tak bywa. Zdrada to nie grzech.

Osobiście jedyny sens wierności małżeńskiej i trwałą motywację, by o nią dbać, widzę w fakcie istnienia Boga, który jest miłością. Jeśli małżeństwo jest pomysłem Boga, jeśli jest odbiciem relacji Bóg-ludzie (zwanej często ‚przymierzem’) – to wiem, że mój związek to coś więcej niż abonament na dwa lata. Jeśli Bóg kocha bezwarunkowo, jeśli dotrzymuje swoich obietnic, jeśli przebacza – to ja też tak chcę. Powinieniem. Muszę. Mogę. Chcę.

Co nie znaczy, że osoby niewierzące nie mogą czy nie potrafią być wierne. Ale jeśli są, to – na mój rozum – wynika to z innych źródel niż by wskazywały fundamenty ich światopoglądu.

Czy pornografia jest nieetyczna?

Tu sprawa jest (pozornie) prostsza. Przecież oglądaniem takich materiałów nikogo nie krzydzę (co najwyżej siebie, jeśli za bardzo się w to zakopię). Są niby jakieś badania naukowe dowodzące szkodliwości nałogowej pornografii, ale… przecież coca-cola i papierosy też szkodzą. A za picie coli nikt do piekła nie pójdzie.

Ok, jest problem z tymi, co kręcą te filmiki. Większość tych kobiet nie robi tego dobrowolnie. Mowiąc bez ogródek, prostytucja i powiązany z nią przemysł pornograficzny to jeden z największych przekrętów na tej planecie. Mam do tego przykładać rękę?

Ale w sumie… i tak ktoś te filmiki już nakręcił i wrzucił w sieć. Mleko się wylało. Co komu szkodzi, że sobie trochę popatrzę (tak jak miliony innych facetów). Czy zasługuję na kryminał? Czy zaburzę porządek społeczny? Czy Bóg się na mnie obrazi??

I tym sposobem docieramy do tego samego punktu. W etyce, w której brak miejsca dla Boga, może by i warto pewnych rzeczy nie robić, ale ostatecznie to JA SAM decyduję, co jest DLA MNIE dobre, na co mam ochotę, itd. Nikt mi nie mówi, że muszę. Nic mi nie szepcze, że powinienem. Jeśli to nie jest gruba sprawa, która według aktualnych norm społecznych kwalifikuje się jako przestępstwo, to… wybór należy do mnie.

Chce mi się zaliczyć skok w bok? Chce mi się popatrzeć na gołe panie? Feel free to do it. Jesteś panem swojego losu. A że to może skrzywdzić bliskie mi osoby? Ee tam, bez przesady. Nikt przez to nie umrze. Poza tym każdy powinien zająć się przede wszystkim dążeniem do własnego szczęścia…

***

I tak, etyczne przypadki można by mnożyć. Ale chyba wszystkie ostatecznie wiodą do podobnych rozdroży.

Dla mnie wnioski są jasne.

Bez Boga nie istnieją uniwersalne zasady etyczne.

Bez Boga nie istnieje trwała motywacja, by zgodnie z nimi żyć.

Jakub „kubski” Cieślar

źródło: www.lifetalk.pl

Jakub Cieślar

Jakub Cieślar

[Nie-czynny] nauczyciel historii i [nie-potwierdzony-papierem] przewodnik po Pradze. Aktualnie tłumacz i menedżer fundacji non-profit. Góral z urodzenia, mieszczuch z wyboru. Miłośnik rozmów o sensie życia.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!