Dziecięce rozmowy o Bogu

01/02/2017, Dorota Blumczyńska

Kiedy rodzi się dziecko, a potem zaczyna dorastać, stawiać pierwsze kroki i wypowiadać pierwsze słowa często w rodzicach budzi się zalążek lęku odnośnie przyszłych sytuacji. Części sen z oczu spędza myśl o rozmowie o “pszczółkach i motylkach”, innych o zgubnym wpływie szkolnych rówieśników, albo pierwszej randce. Mi od czasu, kiedy byłam w ciąży kołatał się w głowie inny problem – jak rozmawiać z dzieckiem o Bogu? Co mam powiedzieć mojej córce, kiedy sama mam coraz więcej pytań, a coraz mniej odpowiedzi? Kiedy w ogóle o tym mówić, i – jak?

To, co napiszę poniżej, może być dla części z Was kontrowersyjne, nie wiem, czy to dobra droga dla każdego – nawet nie mam pewności, że dla nas. Ale póki co, dobrze działa.

Początek

Z rocznym i dwuletnim dzieckiem, które dopiero uczy się podstawowych zasad działania świata w ogóle nie podejmowaliśmy tematu. Bo jak tu mówić o tak abstrakcyjnych pojęciach, jak Niewidzialny i Najwyższy Byt, komuś kto dopiero niedawno się zorientował, że jak wychodzę z pokoju, to nie przestaję istnieć 😉

W tym czasie staraliśmy się przekazywać córce, to co jest naszym zdaniem najważniejsze w praktyce – miłość i szacunek do Stworzenia – roślin, zwierząt i ludzi. A więc też empatia, dostrzeganie potrzeb innych. Uczyliśmy ją też zachwytu nad tym, co zostało stworzone.

I bardzo wygodnie nam było w takim układzie, w którym najtrudniejszym pytaniem, które padało było “a co jedzą żaby” i można było ewentualnie poszukać w odmętach Internetu.

Alegorie i opowieści

Dobre historie są tym, co miało wprowadzać głębię w postrzeganie świata przez moje dziecko, pokazać, że rzeczywistość to więcej niż to, co postrzegamy zmysłami. I – jak się okazało niedawno – dobrze sprawdziła się pod tym względem książka “Królewna i gobliny” George’a MacDonalda. Przedstawiona tam Pra-pra-babka Królewny, jest osobą dość łatwą do pojęcia przez dzieci, a jednocześnie obserwując ją zaczynają one zbierać takie mądrości, jak to, że to, że nie czujemy czyjejś obecności nie znaczy, że nas nie chroni albo możliwość, że ktoś jest w danym miejscu, ale nie chce się pokazać, więc go nie widzimy.

Pytanie

Nie wiem czy naszczęście, czy niestety, ale taki stan wiecznie trwać nie może i w końcu pojawia się to konkretne pytanie. Nie zawsze brzmi tak samo, ale sprawia, że musimy się zmierzyć z naszą własną wizją świata, tego skąd się wziął i co się z nim (i z nami) stanie. Ja słysząc je zdążyłam tylko pomyśleć – “Ale co to? Już?!”, ale w miarę jak powoli odpowiadałam, nabierałam spokoju i pewności.

Potem przychodzą kolejne pytania. Ale nie jest tak, że spadają one lawinowo i że odpowiadając skąd się wzięło niebo, musisz od razu tłumaczyć, że ktoś jest “od zawsze”. Nie jest też tak, że musisz udzielić odpowiedzi ostatecznych. Staram się rozmawiać delikatnie, mówić o rzeczach, których jestem pewna i budzić w mojej córce pragnienie własnych poszukiwań. Często mija parę dni zanim temat się znowu pojawi, i to też dobrze, bo często dzieci muszą nową informację czy doświadczenie dłużej przemyśleć, żeby móc jej przyjąć.

Co to nam dało?

Ile znacie historii o dzieciach, które tak bardzo nie lubiły chodzić do kościoła i na szkółki? Działa tu mechanizm zmiany motywacji na zewnętrzną, w sytuacji, którą postrzegamy jako przymus. W naszym wypadku nie ma przymusu, cała motywacja do szukania odpowiedzi pochodzi od mojej córki.

Czekając na pytania dziecka, wprowadzamy temat, który ono jest gotowe przyjąć i zrozumieć. Po prostu.

Bardzo dużo skorzystałam też ja sama, ponieważ podążanie za dzieckiem, w tej sprawie przynosi mi wiele odkryć. Gdy moja córka jeszcze nie chodziła spędzałam dużo czasu na ziemi – siedząc, leżąc, klęcząc. Przypomniało mi się spojrzenie na świat, o którym już dawno zapomniałam. Gdy dopiero zaczynała poznawać otoczenie, udzielał mi się jej zapał i zachwyt na zwykłym kwiatkiem. Podobnie jest teraz. Dzięki temu że to nie ja prowadzę, nie idziemy utartą ścieżką – przez moje pewniki i odpowiedzi, które znam. Mierzę się z nowymi interpretacjami oczywistych faktów. Wracam ponownie do bardziej egocentrycznego spojrzenia na przestrzeń między mną o Bogiem, co nie zawsze chyba jest złe.

“Bóg… to stworzył dla MNIE różowe tulipany”

“Ale wiesz, bo On to WOLI być niewidzialny”

A Was, czego nauczyło Wasze dziecko o Bogu
i co Wam przypomniało?

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!