Do szkoły by się szło?

04/07/2015, Lucyna Bujok

Przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich po raz kolejny w mediach wypłynął temat posyłania do szkoły sześciolatków. Bitwa na „za” i „przeciw” (szczególnie podczas różnego rodzaju kampanii wyborczych) nie jest nam obca, jednak jeśli temat ten jest nam daleki, nie dotyczy nas osobiście, nie zajmujemy nim naszych myśli. A może warto czasem pomyśleć o kondycji dzisiejszej szkoły? W końcu to miejsce, w którym kształtuje się ogromna część życia młodych obywateli naszego kraju.

Co z tą szkołą?

O szkole można mówić dużo. Jednak odnoszę wrażenie, że głównie negatywnych rzeczy. Każdy ma swoje wspomnienia związane z tym miejscem, natomiast teraz uważamy jest już tylko gorzej – młodzież trudniejsza, nauczyciele kiepscy, system oświaty nie spełnia swoich zadań, lektury przestarzałe, pensje za małe, matura to bzdura, lekcje wychowawcze nieżyciowe  i tak dalej i tak dalej. A do tego jawna przemoc, wykluczenia, patologiczna presja rówieśników, wszyscy z nosami w telefonach, zero szacunku dla starszych i niezdrowe jedzenie w sklepiku. Nie jest wesoło, choć na pewno są na mapie polskiego szkolnictwa miejsca słoneczne, a czasem jeden nauczyciel czy dobry kolega z ławki potrafią odmienić całe oblicze szkolnej wędrówki.

Nie oszukujmy się, że w szkole chodzi tylko o naukę, ponieważ spędzamy w niej mnóstwo czasu, a czas ten nas kształtuje. Nie prześlizgniemy się nietknięci, niezależnie od tego, na jakich outsiderów będziemy się kreować. Szkoła nas kształtuje. A że rozpoczynamy ją jako, bądź co bądź, jeszcze dość małe dzieci, dostosowujemy się do systemu. Osoby przebojowe zawsze się przebiją, co najwyżej będą miały więcej konfliktów z nauczycielami, natomiast te bardziej nieśmiałe mogą przegapić swoją szansę i nie odkryć pełni swojego potencjału. Scenariusze bywają przeróżne i każdy z nas ma coś do powiedzenia w tym temacie – dla niektórych szkoła to super wspomnienia, dla innych zaś czas zmarnowany, bądź taki, który chcieliby wymazać z pamięci. Nie można ufać ani zakładać, że szkoła ukształtuje i wychowa dzieci, to nie jest jej zadaniem. Kto zatem ma to zrobić?

Zadanie zawsze domowe

Alternatywą nauki w tradycyjnie pojmowanej szkole jest edukacja domowa. Rodzic, opiekun lub prywatny nauczyciel (niegdyś guwerner) uczą dzieci w domu. Pod nadzorem szkoły i według jej podstawy programowej (dzieci co jakiś czas zdają w szkole egzaminy kontrolne), jednak sposób nauki zależy od nauczającego (który nie musi mieć wykształcenia pedagogicznego), który ma tutaj wachlarz możliwości do wyboru i wielkie pole do popisu.

Na internetowej stronie edukacjadomowa.pl znalazłam takie stwierdzenie – „Ivan Illich powiedział kiedyś, że nauka domowa jest jak jedzenie pomarańczy: jesteś cały w soku, masz brudne ręce i policzki, ale smakuje to przepysznie.” Taki rodzaj nauczania wymaga od rodzica przede wszystkim poświęcenia i elastyczności. Poświęcenia czasu i energii, elastyczności w dostosowaniu do całego przedsięwzięcia godzin pracy zawodowej (a czasem rezygnacji z niej), podziału obowiązków z drugim rodzicem, reorganizacji całej domowej rzeczywistości!

Zdobywanie wiedzy to jedna sprawa. Natomiast zapewnienie dziecku towarzystwa rówieśników, zaplecza społecznego to druga bardzo ważna kwestia. Rozwój społeczny musi iść w parze z nauką, rodzic musi zapewnić dziecku stymulujące środowisko poza domem, w którym będzie mogło uczyć się norm społecznych, zasad panujących w danym miejscu, interakcji z rówieśnikami i nie tylko, a co za tym idzie – samoregulacji emocji, kształtowania samooceny, rozwijania zainteresowań, poznawania siebie! Jeśli uda się zapewnić dziecku odpowiednie warunki do wszechstronnego rozwoju, edukacja domowa kompletnie spełni swoje zadanie. Dzięki temu staje się coraz bardziej popularna, choć wciąż pozostaje niszowa. Argumenty typu – „Dziecko powinno iść do zwykłej szkoły, gdzie od początku nauczy się życia, walki o swoje; co go nie zabije, to wzmocni!” tracą swoją zasadność, ponieważ wiemy już, że nie o to chodzi. Dziecko wychowane w „warunkach cieplarnianych”, od początku uczone zaufania do siebie, świadome swoich możliwości i talentów, mocnych i słabych stron, znające swoją wartość i wiedzące, gdzie może szukać pomocy po prostu poradzi sobie w trudnych sytuacjach. Nie musi być od początku trenowane przez sprawdziany, odpytywanie na forum klasy, w atmosferze konkurencji i czasem nieprzychylności nauczyciela, który fizycznie nie jest w stanie skupić się w pełni na jednym uczniu na raz. To, co dobrego zbuduje w domu, pomoże mu radzić sobie ze stresującymi sytuacjami w przyszłości.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Niezależnie od tego gdzie i w jaki sposób dziecko realizuje obowiązek szkolny, najważniejsze jest to, czego uczymy go od samego początku. To my, rodzice, mamy wychować nasze dzieci. Dziecko uczy się przez obserwację, opiekunowie modelują jego zachowania nawet wtedy, kiedy nie są tego świadomi albo wręcz tego nie chcą. Maluch nasiąka atmosferą domu, sposobem odnoszenia się do siebie rodziców, głoszonymi prawdami i przekonaniami na wszystkie tematy. Czas, kiedy to głównie rodzice kształtują swoje dziecko, zanim dojdą do tego koledzy z podwórka i szkolnej ławy, nauczyciele, rodzeństwo, idole itp., jest czasem bezcennym i unikalnym, jednorazowym. To, czego nauczymy dziecko od początku, pójdzie z nim przez życie. Wpajane wartości, odróżnianie dobra od zła, integralność głoszonych prawd z zachowaniem, rozwijanie duchowości – to w dziecku zostanie, niezależnie od tego, czy będzie miało ciężko w szkole, czy nie zazna wielkich stresów z nią związanych. Jestem przekonana, że dzieci są darem Pana (Psalm 127), a naszym zadaniem jest uczenie ich od samego początku. Uczenie ich przede wszystkim tego, Kim i jaki jest Bóg. Oczywiście jeśli sami już rozpoczęliśmy tę naukę.

„Tego, cośmy słyszeli i poznali, co nam ojcowie nasi przekazali, nie zataimy przed ich synami, lecz opowiemy przyszłemu pokoleniu: o chwale Jahwe i o Jego mocy, o Jego cudach, które zdziałał.” (Psalm 78).

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Lucyna Bujok

Niespokojnie kontemplująca życie żona i mama dwójki, z wykształcenia psycholog, z Bożej łaski - Jego dziecko.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!