Czy rozmawianie o hejcie wciąż ma sens?

26/04/2021, Kornelia Arndt

Hejt to drugie imię przestrzeni internetowej. Przekonałam się o tym dobrze, kiedy zaczęłam „regularniej” korzystać z Instagrama. Na tej platformie bowiem powstaje wiele trendów, o co nie trudno przy ponad miliardowej społeczności użytkowników. Pod tym względem to medium wyprzedzające samego Facebooka. 

(Nie)idealni

To tam najpierw powielono stereotyp o „pięknym i rajskim” życiu, doskonałych sylwetkach, zapierających dech domach i wakacjach 5 razy w roku. Szybko jednak iluzoryczna bańka pękła i objawiła prawdę, za pomocą samych użytkowników, zmęczonych używaniem 10 filtrów, by nadać zdjęciom jak najbardziej bajkowej kompozycji, dążeniem do perfekcji w utrzymaniu nienagannego porządku w domu, pięknie ubranych, czystych dzieci przez 12h na dobę i perfekcyjnej sylwetki – no, przecież ile można? Teraz na Instagramie króluje naturalność – brak makijażu, hasztagi, takie jak #kadrynieułożone pokazujące prawdziwe oblicze prowadzenia domu, dzieci ubrudzone dwoma zupkami i lodami na deser, i sylwetkę właśnie, lecz tę z fałdkami, cellulitem i bez sześciopaku. Zdarzają się „idealni” użytkownicy z wszystkimi tym „idealnymi” cechami, ale to nie oni zdobywają najwięcej polubień – je zdobywają tak, jak biedne i opuszczone psy, którym ktoś dał nowy dom, nieidealni i nie zawsze dobrze ubrani zwykli ludzie. 

Niezwykle podoba mi się ten trend, dał jakąś nadzieję, że ludzie zrozumieją, że to, co pokazujemy online to tylko wycinek tego, co dzieje się offline. 

Bycie hejterem nie jest „trendy”

Jednak – tak, jak to bywa, nie może być tak pięknie. Okazuje się bowiem, że znakomita część (może połowa – naprawdę mam nadzieję i wierzę, że tacy ludzie nie stanowią większości), to osoby, które nie mają oporów napisać do nieznajomego/nieznajomej kilka, delikatnie mówiąc, nieprzyzwoitych słów. Oceniają wszystko – za chuda/za gruba sylwetka, nieułożone/za bardzo wymuskane włosy, (nie)porządek w domu, dzieci śpiące na polu w czasie drzemki to nieodpowiedzialne, bo się zaziębią, ale dzieci śpiące w pokoju w czasie drzemki to niezdrowe, bo nie mają świeżego powietrza, brudne dzieci – źle, czyste dzieci też źle, makijaż i bez – zgadnijcie… też źle, bo za mocny, bo za mało, bo cienie pod oczami i… ewidentnie nie dbasz o siebie, kochana (nie wiem, dlaczego ktoś zwraca się tak do drugiej nieznajomej osoby? – przecież rozmawiając z nieznajomą w sklepie, nikogo byśmy tak nie nazwali). 

Źródło: grafika Google

Może to niedobrze, ale przez większość czasu byłam „ślepym” użytkownikiem portali społecznościowych – pozwalałam sobie czasem coś wkleić, zdjęcie, muzykę, wspomnienie, obserwuję innych raczej bez większej aktywności i zwłaszcza bez czytania komentarzy. Potem jednak wielu szczególnie popularnych użytkowników, których obserwuję, zaczęło te wiadomości pełne hejtu, które dostawali, ujawniać – nie wiem w jakim stopniu to działanie poskutkowało, ale dla wielu było szokiem. Nie zrozumcie mnie źle, nie stawiam się w roli autorytetu, sama dobrze wiem, że czasem oceniam(y) innych ludzi w bardzo brzydki sposób trochę mimowolnie. Jednak niewyobrażalnym było dla mnie i jest ciagle, napisanie komuś wiadomości, że np. jest za gruby, za chudy i jak w ogóle może tak wyglądać – dlaczego uważamy, że możemy tak zrobić nieznajomej osobie z internetu? Bo czujemy więź, bo ta osoba wpuszcza nas niejako do swojego życia? Wciąż nie jest to argument przekonywający. Może czujemy, że będziemy bezkarni, bo przecież w Internecie nikt nas nie zna – a poza tym przepisy zakazują udostępniania danych osobowych, więc nawet jeśli ktoś będzie próbował nas ośmieszyć, to nie może udostępnić nazwy naszego profilu. A może jeszcze inny argument wydaje się nam decydujący i przesądzający, że tak, powinienem/powinnam zhejtować tę osobę za to, co mi się w niej nie podoba. 

Aha! I tu dochodzimy do punktu centralnego! Dlaczego ktoś ma wyglądać/zachowywać się i prezentować w social mediach to, co mi się podoba? Nie ma przecież łatwiejszego sposobu na pozbycie się wirtualnej znajomości, która w pewny sposób nie przystaje do naszego obrazu – wystarczy kliknąć przycisk „przestań obserwować”, bam, po sprawie! 

A co jeśli nie od Ciebie to zależy?

Sęk w tym, że świat nigdy nie będzie wyglądał tak, jak my tego zapragniemy, a ludzie nie będą się zachowywać w sposób, który tylko my dopuszczamy – inaczej byłby to świat robotów zaprogramowanych przez X czy Y. 

Kiedykolwiek pomyślałaś/eś co może wyrządzić hejt drugiej osobie? 

Ocenianie i jego skutki są wyjątkowo szkodliwe, obrzydliwe i okazujące zupełny brak miłości. Dobrze, że wielu się przed tym buntuje. Sami w sobie powinniśmy walczyć z chęcią oceniania innych. Dlaczego? Po pierwsze, żeby uwolnić się od niekorzystnej chęci kontrolowania wszystkiego – i tak się nie da, więc po co marnować swoją energię na coś tak złośliwego? Po drugie – zamiast skupiać się na zmianie wszystkiego i wszystkich (i to w Internecie, który jest miejscem pełnym nieprawdziwości i wyjątkowo żałosnym polem do takich działań), powinniśmy skupić się na sobie. Może to, co Cię denerwuje w nieznajomej osobie z Internetu, jest wyrazem Twoich frustracji na coś zupełnie innego? Po trzecie – jest taki gość, którego szczególnie lubię. „Lubię” to za mało powiedziane. Lepiej powiedzieć: którego szczególnie kocham, bo On pierwszy mnie pokochał. Bardzo mądry, może Was też przekona, gdy mówi: „Przestańcie osądzać, a nie zostaniecie osądzeni. Przestańcie potępiać, a wówczas nie zostaniecie potępieni. Przebaczajcie, a dostąpicie przebaczenia”. (SNP. Łuk. 6, 37) 

W wielu miejscach, w Najbardziej Niezwykłej Księdze ever, Bóg mówi, że osądzając, sami na siebie ściągamy sąd – postępujemy niesprawiedliwe, zapominając, że On nam wybacza, że Jego kochające ramiona są zawsze wyciągnięte i powinniśmy okazywać innym miłość, a nie hejt i brak życzliwości. 

Hejt = zaraza XXI wieku

Hejt to zaraza, która rozprzestrzenia się jak mszyce na pomidorach – powinno się go zwalczyć, bo nie jest korzystny dla nikogo. Ani hejtującego, ani hejtowanego. Dlatego warto 5 razy się zastanowić, zanim coś powiemy lub skomentujemy, niezależnie czy to post koleżanki, czy popularnego influencera z milionem obserwujących – dlatego że chcemy być świadectwem miłości, a hejt nie jest jej wyrazem, szczególnie że nie wiemy, przez co przechodzi akurat dana osoba i z jakimi problemami się zmaga.

I dlatego uważam, że wciąż warto rozmawiać o hejcie. 

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!