Czy teatr już tylko obraża?

27/03/2017, Katarzyna Błaszczyńska

Zapewne większość z nas, łącznie ze mną, nie pamięta czasów gdy sztuka walczyła w sposób żywy o wolność, niepodległość czy przeciwko systemowi. Mówiąc w sposób żywy, myślę o historycznym już spektaklu Dziady w reżyserii Kazimierza Dejmka z roku 1967.

Ostra krytyka kierownictwa PZPR-u oraz decyzja polskiej władzy, która zdjęła przedstawienie z afisza zaledwie po 11 pokazach, uznając je za antyradzieckie, wywołały w środowisku inteligenckim istną burzę. Zaczęło się od niewinnych okrzyków zbulwersowanej widowni: „Niepodległość bez cenzury! Chcemy Dziadów!”, a poprzez protesty, rezolucję na Uniwersytecie Warszawskim, aresztowania zaangażowanych w sprawę studentów, skończyło się na wydarzeniach marcowych’68. Mało? A teraz w jakiej sprawie walczy się w teatrze? O zaspokojenie ciekawości o co jeszcze można wytrzeć krzyż i jakie są granicę wytrzymałości widza zmuszonego do oglądania orgii na żywo?

Chyba jestem starym ramolem

Ja wiem, że czasy są inne. Nie ma PZPR-u, ani Gomułki, a ludzi nie wsadza się do więzienia tylko dlatego, że są odmiennej narodowości, albo po prostu innego zdania niż Gomułka, czy PZPR. Nie chcę wyjść na starego ramola, który narzeka, że kiedyś to były ideały, a teraz tylko ta nagość i wulgaryzmy. Ale błagam – otwórzmy oczy! To co kiedyś zachwycało i budowało, a od czasu do czasu pretendowało do bycia sztuką przez duże „S”, teraz opiera swą taktykę na zniewadze i spustoszeniu. A może po prostu tak – jestem starym ramolem i nie ma we mnie gotowości, ani zgody na tę dzisiejszą dekonstrukcję. Na tę sztukę przez małe „s”, która nie ma przeciwko czemu się tak buntować, bo siedzi w swoim ciepełku i grzeje swe wątłe ramiona pod uściskiem poklepujących je dłoni ścisłego grona pseudo-krytyków i pseudo-twórców.

Co jeszcze można włożyć w majtki?

Naprawdę nie mam ochoty, ani zamiaru zabierać głosu w sprawie głośnych i kontrowersyjnych spektakli, takich jak „Klątwa”, „Śmierć i dziewczyna”. Będąc zdeklarowaną i praktykującą chrześcijanką moja wypowiedź byłaby raczej dosyć oczywista. Przedstawień zresztą tych nie widziałam, głównie dlatego gdyż w mojej opinii cały ten rozgłos i szum, to świetna reklama dla ów wydarzeń, działająca na widzów żądnych sensacji, a nie chciałabym do czegoś co obraża najważniejsze wartości mojego życia dokładać kolejnych złotówek – oprócz tych i tak wydanych już z państwowych pieniędzy podatników. Zastanawiam się tylko jak to możliwe, że w naszym świecie pełnym tolerancji i uprzejmości dla odmiennej postawy życiowej możliwe jest, że w ogóle powstaje taka sztuka i jest ogromny krąg ludzi, który tę sztukę będzie bronić na śmierć i życie.

Spróbujcie wypowiedzieć się publicznie, czyli np właśnie z desek teatru, w sposób krytyczny o religii islamskiej, czynach homoseksualnych lub za przeproszeniem wkładać sobie w majtki figurkę Buddy – zaraz ci sami obrońcy sztuki i wolnego słowa nazwą Was zaściankowym ciemnogrodem, homofobiczną masą zamkniętą na wolność odmiennych poglądów. Nie to, żebym była chętna do obrażania buddystów czy też wyznawców innych religii bądź idei – w równym stopniu uważam za niesmaczne i niemoralne wyszydzanie wszelkich symboli kultu i czci, symboli będących dla osób wierzących wymiarem najwyższych wartości życia.

Wszędzie dobrze, ale w domu… najgorzej

Mam wrażenie, że to przyzwolenie na publiczne wyśmianie krzyża i osób wierzących w Boga wynika po części z naszych korzeni. Kultura w jakiej się wychowaliśmy od pokoleń niesie w sobie religię chrześcijańską i jej wartości. Każdy, nawet deklarujący się jako świadomy ateista, pokrótce zna historię zbawienia Chrystusa – tu się wychowaliśmy, tu żyjemy. A przecież o ile łatwiej jest otwarcie skrytykować swoją rodzinę, niż cudzą i zrobić awanturę we własnym domu, gdzie znamy przecież wszystkich domowników na wylot i czujemy się wręcz zobligowani do naprawienia tego co się zepsuło. Tylko problem polega na tym, że ci tak zaciekle walczący z krzyżem nie tworzą Kościoła, nie są jego częścią, a więc nie znają go. Tak samo jak ja nie znam hinduizmu i nie wypowiadam się na jego temat, a już na pewno daleka jestem od krytyki i szyderstwa. Gdyby wojujący przeciwko Kościołowi znali Kościół, wiedzieliby, że to oni sami są Kościołem i są odpowiedzialni za jego kształt.

Wspomnienia z czasów gimnazjum

Smuci mnie ta szczeniacka niechęć do tego co nasze, co swojskie, na czym się wychowaliśmy, czym żyli nasi przodkowie oraz ci, którzy kiedyś naprawdę walczyli o naszą wolność. Przypomina mi czasy gimnazjalno-licealne, kiedy to wszystko dookoła cię wkurzało, a butni koledzy z klasy chwytali się za genitalia, wykonując jednoznaczne gesty, mające na celu urażenie kogoś. Czy naprawdę upadliśmy tak nisko, a razem z nami sztuka, która jak w lustrze, odbija znaki naszych czasów? Niestety druga strona barykady swoim zachowaniem wcale nie popisuje się większą klasą. Kiedy trzy lata temu wybrałam się na darmowy pokaz rejestracji filmowej z głośnego ówcześnie spektaklu Golgota Picnic, aby nie dokładając funduszy do tego rodzaju sztuki, samodzielnie przekonać się o rzeczywistym wydźwięku przedstawienia, napotkałam grupkę zagorzałych dewotów.

Nazywam ich tak brutalnie, gdyż prócz wspólnego odmawiania różańca, bronili oni wstępu na pokaz swoim bardzo agresywnym zachowaniem, a jeden z nich wykrzyczał mi prosto w twarz: „Będziesz się smażyć w piekle!”. Przestraszyłam się tych ludzi i ich desperacji, a jeszcze bardziej tego, że choć reprezentujemy tę samą religię, wyznajemy te same wartości, to są oni tacy sami jak twórcy i obrońcy bluźnierczej sztuki – zioną nienawiścią. Zrozumiałam też wtedy, że udział w tego typu protestach nie jest żadną alternatywą, ani sposobem walki z obrazoburczą sztuką, może nim być chyba tylko robienie czegoś na przekór – czegoś dobrego.

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna Błaszczyńska

Katarzyna i Bartłomiej Błaszczyńscy. Jedno ciało i jedno pióro. Rodzice pewnej Zojki. Dzieci pewnego teatru.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!