Ciut o złodziejstwie

21/01/2015, Tomasz Żółtko

Legalizm religijny, od zarania Chrześcijaństwa, generował konflikty. Od utarczek słownych począwszy na krwawych rzeziach skończywszy. Jego współczesnym, maleńkim odpryskiem jest kwestia uczciwości, wobec tzw. dóbr niematerialnych.

Ostatnio, po raz nie wiem już który, dowiedziałem się, że jestem chciwym na pieniądze materialistą, ponieważ zwróciłem komuś uwagę, że nie jest w porządku, jeżeli bez mojej wiedzy i zgody umieszcza na „jutiubie” własne wersje utworów, które kiedyś napisałem. Człowiek urażony do żywego, wyklął mnie od czci i wiary, ponieważ wszystko to, co czynił służyło według niego „wydawaniu świadectwa oraz chwaleniu Boga Jedynego”. Poza tym dowiedziałem się, że tak naprawdę, to powinienem być raczej jeszcze jemu wdzięczny, ponieważ śpiewając publicznie moje piosenki przyczyniał się do reklamowania mnie i tego, czym się zajmuję. Ja zaś okazałem się takim niewdzięcznikiem…

Stary problem

Problem, jak wspomniałem jest stary. Nic nowego pod słońcem, chciałoby się napisać. Do kradzieży bowiem, od dawna wielu z nas ma stosunek ambiwalentny. Jeżeli poszedłbym do sklepu spożywczego i wyniósłbym z niego – „ominąwszy jakimś sposobem kasę”- chleb, mąkę cukier i garść batonów, to bez żadnej wątpliwości zostałbym uznany za złodzieja, nawet, jeżeli tłumaczyłbym się, że prowadzę akcję dokarmiania biednych i bezdomnych. Każdy bowiem przytomny człowiek wie, że nawet w przypadku dobroczynności, MUSZĘ zwrócić się do odpowiednich instytucji bądź firm, mogących mi w tym pomóc – np. w formie darowizny określonych produktów spożywczych. W każdym innym przypadku dopuszczam się złodziejstwa. Jest to oczywiste dla każdego.

Ładowanie na taczkę

Jednak świadomość, odnośnie tego, co jest uczciwe a co nie, w tym miejscu się tragicznie urywa. Wyniesienie bluzki ze sklepu jest kradzieżą, ale „podprowadzenie” czyjegoś dorobku twórczego już niekoniecznie! Szczególnie, jeżeli rzecz dotyczy tzw. „twórczości chrześcijańskiej”. Tutaj „hulaj duszo – piekła nie ma”! Wszystko jest dozwolone! No bo przecież chodzi o „oddawanie chwały Panu”. W imię oddawania tejże chwały, można kraść do woli i bezrefleksyjnie, ponieważ – dajmy na to artysta, – jeżeli coś pisze w kontekście Zbawiciela, nie może czuć się właścicielem swojego „wytworu”. Wszak wszyscy wiemy, że górnik nie fedruje na chwałę Pana ani krawcowa też tak nie szyje. Oni bowiem fedrują i szyją „NORMALNIE”, co za tym idzie bezprawne korzystanie z ich pracy (kradzież węgla z hałdy przykopalnianej lub wyniesienie bluzki ze sklepu bez płacenia) jest przestępstwem. Ale w przypadku chociażby utworu muzycznego – już nie! Bo artysta, po pierwsze MUSI pracować na chwałę Pańską i po drugie – piosenki nie da się wszak ani schować do kieszeni ani załadować na taczkę… Proste – prawda?

Kradzież = grzech?

Mam świadomość, że pisząc ten krótki felieton, po raz kolejny narażam się wielu. Zebrałem się jednak na odwagę, ponieważ – po pierwsze już przywykłem do tego, że dla tych „decydujących kto do piekła a kto do nieba”, jestem pogardy godnym wichrzycielem, po drugie zaś – mam iskierkę nadziei, że może ta krótka wypowiedź wzbudzi u kogoś konstruktywną refleksję, że kradzież ZAWSZE jest grzechem. Niezależnie jakie intencje za nią stoją oraz niezależnie od tego, jakiego rodzaju wytworu ludzkiej pracy ona dotyczy.

„Kto kradnie – niech kraść przestanie i niech raczej pracą własnych rąk zdobywa dobra, którymi będzie mógł wspomagać potrzebujących” (Ef.4,28) – napisał onegdaj Apostoł Narodów. Zostawiam te słowa pod refleksję niezacietrzewionym. Zacietrzewionym, nie mam nic do napisania…

Tomasz Żółtko
www.facebook.com/TomaszZoltko
www.tomekz.com.pl

Komentuj na facebooku

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!