Chrześcijanie i przyroda

23/01/2017, Dorota Blumczyńska

Ci, którzy mnie choć trochę znają, nawet tylko przez Internet, wiedzą, że kocham przyrodę – wycieczki, zbieranie ziół, chodzenie w góry, spanie pod namiotem i palenie ogniska, to jedna ze wspanialszych sposób spędzenia czasu, jakie mogę sobie wyobrazić. Pisałam, kiedyś (w artykule o integracji sensorycznej) o tym, jak wspaniale przyroda wpływa na rozwój dziecka. O tym, że jest źródłem wzniosłych uczyć i inspiracji, chyba też nie trzeba nikogo przekonywać, wystarczy otworzyć jakikolwiek tomik wierszy, a nawet księgę Psalmów.

Dawno, dawno temu…

Wieki temu ludzie byli bardziej zżyci z przyrodą i ziemią. Odczuwali silny związek między swoim życiem, choćby tym, co jedzą, a światem, po którym stąpają. Przyroda była jednym z głównych motywów, na których opierała się sztuka, filozofia, nawet teologia. Dla króla Dawida obserwacja stworzenia była źródłem do czerpania wiedzy o Bogu. Podobnie Salomon opierał część swoich rozważań, to co dostrzegł patrząc na świat (“idź do mrówki leniwcze i przypatrz się jej”). Nawet Jezus w swoich przypowieściach odwoływał się do przykładów związanych z naturą (“spójrzcie na ptaki”, przypowieść o krzewie winnym).

Jednak w trakcie rozwoju chrześcijaństwa w Europie przyroda zaczęła pełnić stopniowo coraz mniejszą rolę w życiu pobożnego człowieka. Z pewnością przyczyn było wiele.

Odrzucenie pogańskich kultów

Nie mógł pozostać bez wpływu sposób chrystianizacji pogańskich terenów w Europie. Trudno dzisiaj mieć złudzenia, że z perspektywy rządzących proces ten miał wiele wspólnego z szerzeniem prawdziwej wiary (dlatego piszę o chrystianizacji, a nie ewangelizacji). Religie i kulty wyznawane na tych terenach, słowiańskie, celtyckie czy nordyckie, wszystkie były silnie związane z przyrodą i cyklem pór roku. Choć część dawnych świąt zaadaptowano, religia chrześcijańska była już wtedy mocno osadzona w ramach sztywnej teologii, czerpiącej w dużej mierze z filozofii greckiej. Nie było w niej aż tak wiele przestrzeni dla przyrody i szacunku do stworzenia. Nic dziwnego, że z czasem powstało skojarzenie wiążące silny związek z przyrodą z pogaństwem, podczas, gdy prawdziwie uduchowione chrześcijaństwo mogło mieć miejsce tylko w kościele. A szkoda, bo chyba wylano dziecko z kąpielą.

Źródła poznania

Na początku, gdy źródeł poznania Boga było mniej, przyroda, jak już wspomniałam, była dla wielu niesamowitą inspiracją. Zapewne pamiętacie, jak Bóg odpowiada Hiobowi na jego wątpliwości:

“ I z wichru Pan odpowiedział Hiobowi tymi słowami: 2 Któż tu zaciemnić chce zamiar słowami nierozumnymi? 3 Przepasz no biodra jak mocarz! Będę cię pytał – pouczysz Mnie. 4 Gdzieś był, gdy zakładałem ziemię? Powiedz, jeżeli znasz mądrość. 5 Kto wybadał jej przestworza? Wiesz, kto ją sznurem wymierzył? 6 Na czym się słupy wspierają? Kto założył jej kamień węgielny 7 ku uciesze porannych gwiazd, ku radości wszystkich synów Bożych? 8 Kto bramą zamknął morze, gdy wyszło z łona wzburzone, 9 gdym chmury mu dał za ubranie, za pieluszki ciemność pierwotną? 10 Złamałem jego wielkość mym prawem, wprawiłem wrzeciądze i bramę. 11 I rzekłem: Aż dotąd, nie dalej! Tu zapora dla twoich nadętych fal. (…) 35 Czy poślesz pioruny i pójdą ze słowem: Jesteśmy do usług? 36 Kto ibisowi dał mądrość, a rozum dał kogutowi? 37 Kto mądrze policzy chmury, w niebiosa zgromadzi wodę, 38 gdy gleba stwardnieje na bryłę, a pola zamienią się w grudy? 39 Czy lwicy zdobyczy nałowisz, nasycisz żarłoczność lwiątek, 40 gdy one mieszkają w kryjówkach, w gęstwinach czekają wieczoru? 41 Kto żeru dostarcza krukowi, gdy młode do Boga wołają, gdy błądzą ogromnie zgłodniałe?

39

1 Czy znasz poród koziorożca? Widziałeś rodzenie gazeli? 2 Czy zliczysz miesiące, gdy noszą, i znana ci chwila rodzenia? 3 Kładą się i młode swe rodzą, na świat wydają swój płód. 4 Ich młode mocne, rosną swobodnie, odchodzą, by do nich nie wrócić. 5 Kto zebrę wolno wypuszcza? Kto osła dzikiego rozwiąże?” (Księga Hioba 38-39)

Z czasem jednak, taki sposób szukania mądrości i mówienia o Bogu, stał się odpowiedni dla prostaczków. Teologia stała się wyniosłą sztuką skoncentrowaną na rozważaniach i pismach – Biblii, ale też naukach Ojców Kościoła, czy starożytnych filozofów. Kolejne sobory rozważały coraz bardziej abstrakcyjnie kwestie wiary, tocząc zacięte boje o poszczególne słowa w wyznaniach wiary i równocześnie zapominając o tym, że czasem o wiele ważniejsze dla człowieka w poszukiwaniu Boga, może być stanięcie na szczycie góry i spojrzenie na to, co stworzył.

Człowiek przejmuje kontrolę nad stworzeniem

W trakcie rozwoju zachodniej cywilizacji, szczególnie podczas wielkich odkryć geograficznych, a potem rewolucji przemysłowej człowiek zachwycił się swoimi osiągnięciami, faktem, że potrafi ujarzmić przyrodę. Kula ziemska została okrążona, świat leżał u jego stóp, lasy stały się źródłem drewna, góry rudy, i jeszcze bardziej nie było miejsca na to, żeby przyroda była Boża świątynią.

Niemiecki teolog Jurgen Moltmann mówił o tym, że ludzkie pragnienie bezwzględnego przejęcia władzy nad naturą i używania jej według własnego uznania, stania się jej panem, jest de facto pychą i wynoszeniem się ponad należne nam miejsce.

To prawda, że  w księdze Rodzaju Bóg mówi do człowieka: “Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”. Coraz częściej jednak mówi się, że to przejęcie władzy nad przyrodą, nie ma się opierać na jej dewastacji i eksploatacji do granic. Że tym samym została nam przekazana odpowiedzialność za przyrodę, która jest przecież w równym stopniu przejawem boskiego stworzenia, jak my sami.

Problem z ekologią

Skoro chrześcijaństwo o przyrodzie zapomniało, w końcu na ratunek przybyła nauka, pod postacią ekologii. Ja mam z nią pewien problem, kiedy myślę o chłopaczkach z greenpeacu, którzy chcą ode mnie wyciągać deklarację na comiesięczne datki, albo o krzyczeniu o ochronie pewnych gatunków zwierząt za wszelką cenę, podczas gdy w sprawę zamieszani są równocześnie głodujący ludzie. Zdaję sobie też sprawę, że tym chwytliwym w dzisiejszych czasach tematem można łatwo manipulować ludźmi, szczególnie młodymi i wrażliwymi, którzy bohatersko będą przypinać się łańcuchami w obronie drzew przed straszną korporacją, nie zdając sobie sprawy, że w tym samym momencie służą jej konkurentowi. Nie byłabym gotowa też poświęcić mojego życia na ratowanie delfinów, a moja hierarchia wartości najczęściej nie pozwoliłaby mi przedłożyć szeroko rozumianej ekologii, nad dobro ludzi. (Choć trzeba przyznać, że często są one tożsame).

Równocześnie jednak jestem pewna, że chrześcijanie nie powinni traktować przyrody, jako coś nic nie wartego. Mało tego, że powinni o nią dbać, jak jeden z największych darów, jaki tu, na ziemi, otrzymali. Nie mówię, żebyście stali się wojującymi ekologami, ale o drobnych sprawach, które każdy z nas może codziennie robić, żeby okazać szacunek stworzeniu. O to, żeby segregować śmieci, nie palić oponami i plastikami w piecu, używać w miarę możliwości energooszczędnych rozwiązań, żeby nie niszczyć i nie krzywdzić otaczającego nas życia bez potrzeby. Moim zdaniem, to nasza podstawa odpowiedzialność, o której za mało się mówi.

Powrót do natury

Uwięzieni w szybkim, zanieczyszczonym świecie, w dużych miastach, otoczeni elektroniką, coraz częściej tęsknimy do przyrody. Dlaczego ma być tak, że bliskość z przyrodą ludziom proponują tylko odnawiające się neopogańskie kulty? Czy nie byłoby pięknie urządzić nabożeństwo na szczycie góry? Albo włączyć więcej wdzięczności za stworzenie i troski o nie, w zwyczajowych chrześcijańskich rozmyślaniach? Zostawiam Wam to do przemyślenia razem z krótkim wspomnieniem na koniec…

Tego roku świętowaliśmy letnie przesilenie, lub jak ktoś woli Noc Świętojańską. Pojechaliśmy do lasu z namiotem, zapaliliśmy wielkie ognisko. Ciesząc się ciepłem ognia, zapachem i ciszą lasu, czystym niebem i gwiazdami, odczuwaliśmy bardzo intensywnie piękno stworzenia. Podziękowaliśmy za nie i poprosiliśmy o dobre plony na nadchodzące lato. Tak się złożyło, że pod koniec września, siedząc na chorwackiej plaży, nasza córka postanowiła rozpalić mały ogień z szyszek. Zaczynała się już jesień, co dawało nam piękną klamrę. Odwróciłam się wstecz i spojrzałam na wszystko, co przyniosło nam lato. I pomyślałam, że w ten sposób o wiele łatwiej jest mi żyć w zadziwieniu i wdzięczności. Że leśne ognisko w Noc Świętojańską już zawsze powinno nam towarzyszyć, jako dodatkowe święto w ciągu roku.
(Zainteresowanych zgłębianiem tematu zachęcam do poczytania Moltmanna
https://web.archive.org/web/20100604002445/http://www2.luthersem.edu/word&world/Archives/11-2_Environment/11-2_Moltmann.pdf )

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!