Bóg przychodzi w pustce i ciszy

02/03/2017, Dorota Blumczyńska

Czytałam niedawno piękną książkę “Noc Ognia” autorstwa  Erika-Emmanuela Schmitta, którego znać możecie z “Oskara i Pani Róży” czy “Dziecka Noego”. To bardzo osobista opowieść o podróży na pustynię, w trakcie której bohater przeżywa spotkanie z Bogiem.

Kiedy skończyłam czytać pomyślałam o tych wszystkich biblijnych postaciach, które swoje wyjątkowe duchowe momenty przeżywały właśnie na pustyni. O Jakubie, który wyśnił swój sen śpiąc na kamieniu, o Mojżeszu, który pierwszy raz spotkał Boga w pustynnym, płonącym krzewie, a potem otrzymał przykazania na Górze Synaj. O Dawidzie błąkającym się po bezdrożach zanim został został królem. O Jonaszu, który mądrość odnalazł pod nadgryzionym przez robaczka drzewem. Wreszcie o Janie Chrzcicielu i Jezusie, którzy do swoich misji przygotowywali się na pustyni.

Co jest na pustyni?

Przez lata utożsamiałam symbolikę pustyni z duchową posuchą, na którą musi spaść ożywczy deszcz. I nie jest to niebiblijny obraz, bo przecież taki pojawia się u proroków. Był to dla mnie symbol tego, że Bóg przychodzi do ludzi złamanych, zagubionych i opuszczonych. Ale z czasem zaczęłam myśleć, że to nie wszystko – przecież Jan Chrzciciel czy Jezus na pustynię nie wybierali się szukać posuchy. Zaczęłam zastanawiać się, co takiego jest na tej pustyni i ostatecznie wydaje mi się, że chodzi raczej o to – czego tam NIE MA. Jak sama nazwa wskazuje, pustynia to przecież miejsce, które jest puste. Nie ma ludzi, nie ma hałasu, nie ma zbyt wiele zajęć. Jest pustka i cisza, w których może trochę łatwiej coś zobaczyć i coś usłyszeć.

Przesyceni informacjami i zajęciami

W naszym dzisiejszym życiu trudno o pustkę i ciszę. O ile w dawnych czasach, przed pojawieniem się elektryczności bywały okresy, kiedy ludzie musieli zwolnić – jak długie zimowe wieczory, teraz działamy na pełnych obrotach cały czas. Nawet, o ile jeszcze 10 lat temu zdarzały się chwilę, w których byliśmy zmuszeni do zatrzymania i pomyślenia, czekając w jakiejś poczekalni, albo jadąc autobusem, dzisiaj nam to niestety nie grozi, bo w każdej chwili możemy wyjąć smartfona z kieszeni. Nasze głowy są nieustannie bombardowane milionem informacji, nasze życie zajęte setkami dodatkowym zajęć i atrakcji, których dostarcza nam nowoczesna technologia. Nie ma pustki ani ciszy.

Nawet duchowe poszukiwania najczęściej ograniczone są do podejmowania rozlicznych aktywności – spotkań, rozmów, dyskusji, wykładów. Wciąż dostarczamy sobie nowych (albo i nie) informacji i bodźców. Ostatecznie również w życiu duchowym wiecznie za czymś gonimy, szukając wiedzy, doświadczeń, inspiracji. I często spotykamy się z głębokim rozczarowaniem, gdy te wszystkie działania nie przynoszą spektakularnych efektów.

Czy da się dogonić Boga?

Wybaczcie, że zadaję tak absurdalnie bluźniercze pytanie. Ale czy da się dogonić Boga? Czy doświadczenie Jego obecności nie jest zawsze darem i łaską? Więc może czasem byłoby lepiej zatrzymać się i posłuchać, żeby móc czegoś doświadczyć?

Mówi się, że szczęście albo sens życia można znaleźć tylko samemu, ale też nie da się go znaleźć goniąc za nimi. Podobnie jest przecież z miłością, której nie da się znaleźć “na siłę”, w sposób niepojęty od wieków – musimy po prostu zakochać się w konkretnej osobie. I nie wiadomo, jak to działa. Wiadomo jednak, że jeśli prosto z pracy, w której z nikim nie rozmawiasz, udasz się do domu, w którym zamkniesz się do wieczora i będziesz oglądać seriale i grać w kolejne gierki na komórce, to szanse na zakochanie się są raczej mierne.

Równie mierne, jak szanse na spotkanie Boga, kiedy nasze głowy są nieustannie zajęte rozlicznymi aktywnościami (nawet takimi z pozoru duchowymi).

Idź na pustynię

Nie, nie będę nas wysyłać na prawdziwą pustynię. Trochę droga, daleka i kłopotliwa podróż, która w zasadzie nie gwarantuje ani pustki ani ciszy, a jedynie turystyczną atrakcję. Mam jednak pytanie – kiedy ostatnio zapewniłeś sobie chwilę bez zajęć, aktywności i hałasów? Kiedy ostatnio wyciszyłeś telefon, wyłączyłeś wszystkie rozpraszajki? Kiedy byłeś naprawdę sam i jak długo?

Mam dla Ciebie wyzwanie, nie dla wszystkich organizacyjnie łatwe do podjęcia. Idź na pustynię, chociaż na cały dzień. Idź na długą samotną wycieczkę, albo wyjedź gdzieś sam, a w ostateczności zostań w domu, jeśli jesteś w stanie w nim nic nie robić. Wycisz telefon, nie zajmuj się zbyt wiele zamartwianiem o teraźniejszość czy planowaniem przyszłości, po prostu pobądź w ciszy i pustce. I otwórz się na spotkanie, które być może przyjdzie. Nie dam Ci gwarancji, że wydarzy się coś co wywróci Twoje życie do góry nogami, ale myślę, że łatwiej o to… w ciszy i pustce.

Dorota Blumczyńska

Dorota Blumczyńska

Prywatnie żona Bartka i mama małej Łucji. Skończyła teologię w Ewangelikalnej Wyższej Szkole Teologicznej i psychologię w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Obecnie mieszka we Wrocławiu, gdzie większość dnia poświęca na opiekę nad córką i domem. Resztki czasu próbuje przeznaczać na kontemplowanie świata i pisanie o tym. Wielbicielka przyrody, ziół i dobrych opowieści.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!