(Bez)sens sportu

09/02/2015, Jakub Cieślar

Tracę wiarę w sens sportu.

Precyzuję: Nie chodzi mi o sport amatorski. Uprawianie sportu dla własnej korzyści i przyjemności jest sprawą piękną. Sam żałuję, że nie mam więcej determinacji, by się temu zajęciu – choćby w najprostszej postaci – częściej oddawać.

Chodzi mi o świat sportu profesjonalnego.

Na dowód mojej tezy można by przytoczyć niedawny półfinał MŚ w piłce ręcznej, w którym drużyna kraju o nazwie synonimicznej do nieżytu nosa w podejrzanych okolicznościach pozbawiła szans na złoto ekipę naszych szczypiornistów. I tenże dowód (wałkowany w mediach i na portalach społecznościowych jak mantra) mógłby zakończyć dyskusję – jeśli chodziłoby mi o korupcję w sporcie. Bo że korupcja toczy kręgi władz sportowych najpopularniejszych dyscyplin to rzecz wiadoma i wielkrotnie opisywana. Ale nie (tylko) o korupcji tu mówię.

W sumie to dziwne, że się czepiam, bo sam – jak większość facetów – z natury ekscytuję się sportem bardzo. Jako nastolatek kupowałem „Piłkę Nożną” i śledziłem wyniki nawet takich lig jak francuska czy holenderska. W chwili znużenia włączam czasem na YouTubie jakieś Top 10 goals i podziwiam kunszt futbolowych magików, zbłądzę sporadycznie na bloga Rafała Steca, poczytam tu i ówdzie o wynikach w Premier League (wg mnie najciekawsza liga w Europie).

A jednak… wątpię. Odchodzę od wiary… Przymierzam się do wykorzenienia wpływów tej religii z mego umysłu…

Przestałem widzieć w tym wszystkim sens. Wyposażeni w setki kanałów sportowych, zalewani sportem w każdej postaci, transmisjami, retransmisjami, powtórkami, skrótami, analizami, dyskusjami – nie zaczęło was to jeszcze nudzić? Milionowe Gran Derbi, tysięczny Turniej Czterech Skoczni, setny sezon Ligi Światowej… Kogo to obchodzi? Jakie to ma znaczenie? Co to wnosi w naszą egzystencję? Bierne gapienie się w ekran, dużo (krótkotrwałych) emocji i… nic, koniec, absolutnie żaden wpływ na realne życie.

Powiecie pewnie: Ależ to odskocznia, adrenalina, dobra zabawa, zjednoczenie wokół wspólnych wartości, nieszkodliwa rozrywka!

Też sobie to wmawiałem, ale – przejrzałem na oczy. Profesjonalny sport to religia współczesnego człowieka. To monstrualny twór karmiący się desperackim poszukiwaniem przez człowieka kolejnych dawek adrenaliny. Żałosne widowisko, walka o ułudę sławy i nieśmiertelności, gigantyczne pieniądze wrzucone w cyrk pustych wartości.

Sport stał się tak kolosalnie popularny, bo my staliśmy się tak drastycznie płytcy. Jesteśmy zahipnotyzowani. Zaprogramowano nas, że tego potrzebujemy. Nie, nie potrzebujemy! To substytut spraw naprawdę ważnych. Pożera czas, odciąga uwagę, gasi apetyt. Umysłowy fast food. Fałszywa ekscytacja. Opium dla ludu.

Pora nazwać sprawy po imieniu. Rozpoczynam kampanię o likwidację profesjonalnego ramienia sportu. Pozostawmy w spokoju amatorskie zmagania (tak jak to działało jeszcze 100 lat temu), a czym prędzej zwińmy cały ten sportowo-komercyjno-rozrywkowy biznes.

Chyba nie umrzemy z nudy bez Ligi Mistrzów? Świat bez Ronaldo się nie zawali. Taaak, wyobraźcie to sobie – telewizja bez sportu, prasa bez sportu, internet bez sportu. Jeszcze niedawno w głowie mi się to nie mieściło. Ale, things have changed, jak mówią Anglosasi (którzy, nawiasem mówiąc, w uwielbieniu dla sportu prześcigają chyba pozostałe nacje).

Zaoszczędzony czas zainwestujmy w coś produktywnego. Przepoczwarzmy się z biernych konsumentów w twórców i pasjonatów. Jeśli już nic innego, to przynajmniej pokopmy w piłkę z chłopakami z osiedla, zamiast tylko gapić się w ekran.

Abramowicz i Katarczycy niech wydają pieniądze na lepsze cele. Ekipy telewizyjne niech pokazują obnażoną niesprawiedliwość na tej planecie zamiast obnażonych torsów sportowych gwiazdek. Ludziska niech się organizują, żeby debatować o realnych problemach realnego świata, zamiast ględzić o najnowszych transferach i przeklinać przekupnych sędziów.

Żeby było jasne – rewolucję zamierzam rozpocząć od własnej osoby.

Chyba że… ktoś pomoże mi ocalić wiarę. Zapraszam do dyskusji na Facebooku.

Jakub „kubski” Cieślar

Jakub Cieślar

Jakub Cieślar

[Nie-czynny] nauczyciel historii i [nie-potwierdzony-papierem] przewodnik po Pradze. Aktualnie tłumacz i menedżer fundacji non-profit. Góral z urodzenia, mieszczuch z wyboru. Miłośnik rozmów o sensie życia.

Masz
py
ta
nie?

Dołącz do nas na facebooku!

Fajnie jest czytać ciekawe artykuły. Jeszcze fajniej być częścią grupy, która te artykuły pisze! Komentuj, dyskutuj, nie przegap nowości. Zapraszamy!